Hare Kryszna,
Wczoraj wracając biegiem z pracy do domu spotkałam Sylwie, mówi mi: "wiesz jakiś bhakta z wałbrzycha umarł rano, Antarananda mówił, że mąż jakiej pani doktor i ojciec małego synka co chodzi do przedszkola".
A mnie poraziło....Janapriya odszedł?!?!?! to była jedyna informacja jaką miałam, i taki ból pojawił się w sercu, taki ból.....
Dziś czytam te posty i wspominam.... Janapriya prabhu, często nazywałam go tatą gdyż znałam go od zawsze, wcześniej często bywałam w jego domu, jeszce przed ślubem z Rasa Rasiką. Ostatnio mniej.
Najbardziej mile wspominam spotkania reikowe, które dawniej w każdym tygodniu odbywały się w jego małym mieszkanku. Tam też miałam 1 inicjację reiki a Janapriya był pierwsza osobą, na której próbowałam swych mocy

:-)do dziś pomiętam jak położyłam swoje małe rączki na jego dużej łysej głowie

Zawsze było coś dobrego albo placki albo halawa...
Pamiętam jak prowadził malutki sklepik na przeciwko poczty, i często jako dzieci przychodzilismy pooglądać co tam sprzedaje.
Wspaniałe były imprezy urodzinowe, jego zdumienie na twarzy gdy z nienacka kupa ludzi wbija się z tortem do mieszkania i śpiewa mu: sto lat!!sto lat!!....
Był poprostu dobrym człowiekiem, akceptował zycie takim jakim jest, nie nażekał na nie.
Jego żona jest wspaniałą osobą, synek jest taki inteligentny.
Ciesze się, że spotkałam takiego człowieka, dziękuję Krysznie że miałam jego towarzystwo.
Wraz z mężem modlimy się za niego, za Rasikę i Prahlada.
Kryszno daj im siłę poradzić sobie z tą sytuacją, ześlij im bhaktów którzy pomogą im i wesprą.
Haribol