Wyluzuj Caturmukha

Fajny z Ciebie bhakta i nie rób na mnie publicznej egzekucji. Chodzi mi tylko o to by dyskutować rzeczy istotne, a jak ktoś jakiś żart wrzuci między wiersze czy da prztyczka w nos to nie powinien być to zaraz powód by rozkładać to na czynniki pierwsze. Bez urazy, wiem, że bhaktowie są wrażliwi ale nie bądźmy przewrażliwieni. A co do Twojej uwagi o ponoszeniu konsekwencji za własne wybory i decyzje – słuszna racja. Nie jestem ani za ani przeciwko przypisom, ale zdecydowanie jestem za edukacją w tej czy w innej formie. Sam Prabhupad powiedział, że 50% jego dzieła nie zostało wykonane! Wiemy, że należy intonować, znamy zasady, ale często nie wiemy co komu wolno, co na danym poziomie ktoś powinien robić etc.
Efekt? Płaczące matki i zrozpaczeni ojcowie, bo oddali czteroletnią dziewczynkę do gurukuli, gdzie nie tylko ją gwałcono, ale gdzie cierpiała rozłąkę ze swoimi rodzicami tak silną, że emocjonalnie jest na całe życie skrzywiona.
Przyczyna? Propaganda z vyasasanów w latach '70 i '80. Słynne 'drop the load and hit the road', czyli 'wypluj dzieciaka z brzucha i uderzaj na ulicę (robić sankirtan). Rodzice myśleli, że to jest bhakti. Guru mówili, że to jest bhakti. Owszem, jak wczytasz się w listy Prabhupada to wynajdziesz dla przykładu zdania typu: 'Teraz gdy masz dzieci zaprzestań robić pujy, bo nie starczy na nią czasu. Teraz to dzieci są Twoimi bóstwami'. Ale czy każdy ma na to czas i motywację by czytać tak dogłębnie? Od czego są bramini? Od wykorzystywania niewiedzy osób za nimi podążających?
Zobacz jak łatwo można było zniszczyć komuś życie, powiedzieć 'sankirtan to twój bilet powrotny do nieba a bez sankirtanu jesteś upadły, zaś dzieci to materialny sentyment na poziomie ciała'. Szczery, aczkolwiek niezbyt inteligentny, duchowy aspirant to przyjmował, zwłaszcza, że inni tak robili! 'Przecież my robimy dobrze' – myśleli – 'to przecież ruch samego Sri Chaitanyi Mahaprabhu'. W ten sposób i za tak zdobyte pieniądze zbudowano złoty pałac w New Vrindaban. Koszmar rozbitych rodzin i wykolejonych emocjonalnie i psychicznie dzieci trwa do dziś.
Więc dla większości myślących osób jest to oczywiste, że takie coś nie ma za wiele wspólnego z bhakti. Jednak do czasu odejścia Harikeshy nie było to tak jasne rzeszom 'oddanych wielbicieli'. Podkreślić chciałem tylko, że przyczyną całej kwestii tych przypisów jest fakt, iż filozofia jest
modyfikowalna. Są setki listów Prabhupada, tysiące kartek jego książek i ogromne dziury w rozumieniu filozofii wśród bhaktów, które pokutują do dziś w rożnych formach. Efektem jest zamieszanie i różnice filozoficzne, nawet pomiędzy obecnymi Guru. Ryba psuje się od głowy, tak więc edukacja i zgoda na najwyższych szczeblach jest dużo ważniejsza niż wieczne tracenie i pozyskiwanie wielbicieli, przy jednoczesnym stopniowym osłabianiu duchowej kondycji ruchu.