Witaj Purnaprajana
Purnaprajna napisał(a):
booker napisał(a):
Oprócz skomplikowanego wyobrażenia osoby, złożonej z myśli, emocji, poglądów, chwytania i odpychania, namiętności, lęków i obaw, ciągle płynącej zmiananami jak strumień, nie jestem w stanie odnaleźć w sobie nikogo "kto widzi", gdzie można by wskazać na coś jednoznacznie nie ulegającego zmianie. Każda głębsza kontemplacja pojedynczych elementów własnej osoby doprowadza mnie do zrozumenia iż nie ma, żadnego stałego elementu osobowości.
Hare Kryszna booker! (To mój pierwszy post na tym forum, a więc wybacz moją czelność.

)
Z Twojego postu wynika, że wyznajesz buddyjską doktrynę ciągle zmieniającego się stanu równowagi. W wielkim skrócie teoria ta mówi, że psychofizyczne zjawiska, są zaledwie strumieniem następujących po sobie zdarzeń, które tylko na moment migają niczym klatki filmu, po czym bezpowrotnie przemijają, a skutek ma miejsce jedynie wtedy, kiedy przestała już istnieć jego przyczyna.
Istnieje kilka zasadniczych problemów z tą doktryną, których to zaledwie kilka pozwolę sobie wymienić. Jeżeli jak mówisz, ciągle zmieniający się strumień różnych procesów psychicznych, uniemożliwia Ci odnalezienie siebie samego, jako czynnika nie ulegającego zmianie, to jak wytłumaczysz istnienie swojej pamięci? Jeżeli nie ma nic stałego i niezmiennego w tym kto "widzi", to skąd
w ciągle zmieniającym się stanie równowagi, powstaje
niezmienny czynnik pamięci, który nie ulega destrukcji wraz z zaniknięciem przyczyny, która spowodowała to, że coś pamiętamy?
Tak więc istnienie pamięci, która jest jedną z funkcji inteligencji, jest dowodem na świadomość, jako trwałego czynnika pomiędzy zmieniającymi się ciągle transformacjami materii. Powyższy argument pokazuje wewnętrzną sprzeczność punktu widzenia, który wydajesz się reprezentować.
Jedna z 18-stu szkół Hinayany, zwana sautrantika) starała się odeprzeć argument trwałości pamięci poprzez doktrynę reprezentatywności (?) (ang. representationalism). Teoria ta mówi, że obiekty zmysłów nie są postrzegane takimi jakimi są, ale wpływając na świadomość, jedynie reprezentują ten przedmiot poprzez wewnętrzne formy (idee), które są wytwarzane z wewnątrz samej świadomości. Mówi ona, że chociaż zewnętrzne przedmioty znikają z chwili na chwilę w strumieniu ciągle zmieniającego się stanu równowagi, to kontynnują one swoją egzystencję jako idee lub pamięć.
Vedanta-sutra 2.2.26 odpowiada na to, że postulowanie trwałości imion, form, etc. efemerycznego zewnętrznego przedmiotu w wewnętrznej reprezentacji jest nielogiczne, ponieważ sama substancja świadomości, zgodnie z omawianą buddyjską doktryną jest także efemeryczna. Vedanta-sutra dodaje następnie: "W rzeczywistości, istnieje wewnętrzna rzeczywistość wszystkich efemerycznych rzeczy (Kryszna - mój przyp.), aczkolwiek sautrantika o tym nie mówi".
Następny wers Vedanta-sutry konkluduje:
"Jeżeli cała egzystencja jest po prostu ciągle zmieniającym się stanem równowagi, to wtedy nie mogłaby mieć miejsca stała motywacja do osiągnięcia czegokolwiek. Zarówno osoba, jej pragnienie jak i cel, byłyby zaledwie unikatowym zdarzeniem, które trwa tylko przez moment, po to aby zostać zastąpione inną osobą, pragnieniem i celem w następnej chwili. Jako że nie ma trwałego podłoża na którym mogłby się oprzeć porządek zdarzeń, rezultaty pojawiałyby się bez prawdziwej przyczyny. W ten sposób, kierowanie własnego wysiłku w celu osiągnięcia zamierzonego efektu, byłoby czymś zupełnie jałowym i bezużytecznym. Po prostu poprzez samą egzystencję, w zupełnie przypadkowym momencie, osoba nic nie czyniąca, osiągnęłaby zamierzony przez nią cel. Jednakże Buddyści kierują swoje działania dla osiągnięcia w przyszłości, celu wyzwolenia.
Dlatego też, wyjaśnienie przyczyn i skutków przez buddyjskie doktryny vaibhasika i sautrantika (obie należące do hinajany - mój przyp.) jest wewnętrznie sprzeczne".
Mam nadzieję, że powyższa argumentacja z Vedanta-sutry, obalająca doktrynę wyraźnie przeszkadzającą Ci w dostrzeżeniu samego siebie, przyczyni się do rychłego odnalezienia zagubionego "muminka", pośród
swoich własnych myśli.

Ciekawostką jest, że powyższa argumentacja przeciwko teorią buddyjskim (i nie tylko ta, bo
jest ich pod tym linkiej więcej), została zapisana przez Śri Krysznę Dvaipayana Vyasę - kompilatora literatury wedyjskiej, na 2500 lat przed pojawieniem się Buddy.
Dziękuje za Twój post.
Doktryna o której wspominasz należy do hinajany. Nie jestem jej zwolennikiem ani zagorzałym ewangelizatorem, generalnie staram się rozumieć iż ewangelizacja nie jest moja drogą

. Nikt już doktryn o których wspominasz nie naucza od 2100 lat

Jeżeli chodzi o hinajanę to to, co się z niej dziś ostało, jako esencja jej nauk jest pogląd iż jednostka poprzez działania ciałem, mową i umysłem wytwarza nasiona karmiczne, które przechowywane są właśnie w pamięci, (świadomości magazynującej) następnie nasiona te się manifestują się, są wywoływane, "wyzwalane" w zależności od drugorzędnych warunków i są doświadczane. To podstawowe zrozumienie, mówi iż to co wprowadzamy do wymiaru, w którym żyjemy poprzez mowę i ciało, oraz do umysłu, poprzez myślenie, powraca do nas i następnie jest przez nas doświadczane. Kierunek tej nauki, ma prowadzić to zrozumienia, iż to co doświadczamy teraz, zostało przez nas zasiane w przeszłości, natomiast to w jakim stanie umysłu działamy obecnie, stworzy nasz świat na przyszłość. Ma to uświadomić jednostkę iż ponosi konsekwencje swoich działań, tak więc nie powinna wykonywać złych uczynków, ranić innych itd. ponieważ w rezultacie generuje to negatywną karmę. Ma to również służyć zrozumieniu, iż to co się dzieje w naszym życiu, nie jest kreowane przez zewnętrzne siły,spoza tych trzech stref działania (ciało-mowa-umysł) ale przez to co robimy,mówimy i myślimy. To uzmysłowiło ludziom, iż powinni rozwijać w sobie współczucie oraz otwierać swój umysł szerzej, niż tylko widzenie swojego własnego nosa. Mniej więcej ten sposób rozumienia dał początek narodzinom Mahajany, część z tego, oraz pogląd kultywowania miłującej dobroci wobec wszystkich isot, przedstawiłem wcześniej, w poście cytującym poglądy "Metta" praktykowany w szkole Therawada oraz z mahajany pogląd "Bodczitta" praktykowany w szkołach Zen, oraz w jogicznym systemie Wadżrajany (Diamentowej Drogi) której metody obecnie stosuje.
Warto też wspomnieć iż Diamentowa Droga mówi o typowym stanie umysłu, który obecnie działa "w uśpieniu". To znaczy, że brakuje mu przytomności tego co doświadcza a jego działania pchane w zależności od karmana, w stanie jawy, w ten sam sposób jak pchane są, bez przytomności gdy śpimy (gdy ciało śpi a my przeżywamy sen, wówczas najczęściej wierzymy, że sen wydarza się naprawdę, dopóki nie obudzimy się rano w łóżku)
To, że ciało i mowa rano budzą się w tym wymiarze, w którym obecnie się komunikujemy, nie oznacza, że umysł również jest przebudzony. Precyzyjniej, on dalej kontynuuje swój sen, natomiast sen ten jest "przykryty" doświadczeniami, które odbierane są poprzez pięć aktywnych w stanie jawy zmysłów.Tak więc to, co określa się jako "ja" jest jego snem, jego projekcją. Gdy ciało znów położy się spać, my we śnie doświadczamy umysłu bezpośrednio, wraz z jego możliwościami tworzenia czegokolwiek.Niestety nie mamy świadomości, że śpimy i wierzymy, że sen jest rzeczywistością. Różnica jest taka, ze w stanie jawy, dochodzi jeszcze dodatkowo świadomość tworzona poprzez skupienie doznań z 5 pozostałych zmysłów, to nie oznacza jednak, że sen umysłowy się skończył. Ten akapit to akurat moje doświadczenie.
Prunaprajama napisał(a):
Przypominasz mi mojego przyjaciela Buddystę, CivilMonka z portalu Vrindy. Czy abyś nie był przypadkiem nim samym? Pamiętaj, że Buddysta jak harcerz i nigdy nie kłamie! Wink Smile
Znam CivilMonka, pojawiał się u nas na forum. Miał jakieś wizje z "kolorową cienką folią"

, potem przestał się pojawiać.
Pozdrawiam
/M