martika napisał(a):
Chciałabym w tym miejscu stanąć w obronie praw kobiet, proszę nie odbierajcie nam naszych ról, bo przeciez to kobieca rzeczą jest byc miłą i usłużną, a wy mężczyzni, pozostańcie mężczyznami i brońcie nas, naszej filozofii i naszej czekolady.

Sie racze nie zgodzic.

Osobiscie nie mam nic przeciwko milym i usluznym mezczyznom. Nie odbierajmy ich prawa do takich zachowan.

Moga bronic nas w razie potrzeby - ok. Jesli chodzi o obrone filozofii to nie widze przeciwskazan, zeby i kobiety jej bronily. Na temat czekolady sie nie wypowiem.
Wydaje mi sie, ze problem powstaje gdy w dyskusjach filozoficznych (domena braminska) zaczyna sie uzywac metod kszatriow. Mi osobiscie sie to nie podoba, choc czasami sama mnie korci. Ale cokolwiek moze korcic to wystepowanie z pozycji sily w dyskusjach filozoficznych nie wydaje mi sie czyms pozytywnym. Pewnego razu w IV wieku dwoch kszatriow, niejaki Konstantyn i inny Teodor, wtracili sie do dysput teologicznych pewnej kwitnacej wowczas religii. Rezultat znamy.
Wydaje mi sie, ze niektore z przyczyn naszych problemow, to to ze
a) nie posiadamy wystarczajacej wiedzy na temat naszej wlasnej filozofii (nie mowiac juz o innych sciezkach)
b) jest klopot z ustaleniem podstaw i zasad dyskusji
c) ze strony niektorych z nas - brak czasu na przedluzajace sie dyskusje
Np. booker wlaczyl sie do dyskusji, zaczal opisywac swoj punkt widzenia uzywajac to medrcow buddyjskich, to wlasnego doswiadczenia i odczuc, to quasi-naukowych argumentow. I co z tym zrobic? Mozna dyskutowac jesli ma sie czas i wiedze. Z tym, ze moze to byc jalowe, jako ze zupelnie nie zgadzamy sie co do podstaw, czyli co do tego co to jest duch. Proby wyjasnien z naszej strony spalaly (chyba) na tym, ze booker po prostu nie chcial albo nie byl w stanie spojrzec z innej (z naszej) perspektywy. A moze my nie potrafilismy wyjasnic o co nam chodzi. Z naszej zas strony wszystkie jego wywody sa do zaakceptowania, tylko ze nasze podstawy pojeciowe sa zupelnie inne, i o ile mozemy sie zgodzic, ze umysl dostarcza problemow o tyle nie uznajemy umyslu nie jest dla nas czyms ostatecznym jesli chodzi o tozsamosc zywej istoty i w zwiazku z tym rozwiazanie problemu jest zupelnie inne.
Nie wiem jak to rozwiazac. Jak dyskusja robi sie niewygodna, mozna powiedziec gosciom, zeby spadali. Albo mozna od poczatku zaznaczyc, ze forum jest dla bhaktow Kryszny i ze nie jest miejscem na omawianie innych sciezek religijnych. Wowczas nie bedzie nawet potrzeby podejmowania takich dyskusji. Przy pierwszej wzmiance o tym, ze Buddha czy Jezus cos tam powiedzieli przytoczy sie odpowiedni punkt i bedzie po wszystkim. Trzecie wyjscie, a mianowicie podjecie dyskusji, wymaga osob z wystarczajaca wiedza, wyczuciem i czasem. Nie wiem czy w ogole mamy osoby dysponujace wszystkimi trzema elementami.
Mi osobiscie wydaje sie, ze dobrze by bylo zdecydowac sie albo na dopuszczenie dyskusji, albo zalozenie z gory, ze przeznaczeniem forum sa wylacznie tematy zwiazane z waisznawizmem i nie ma na nim miejsca na roztrzasanie innych sciezek duchowych. Czy nawet nie-duchowych. Jesli to pierwsze, no to bedziemy musieli pogodzic sie z tym, ze zwolennicy czy praktykanci innych sciezek (doswiadczenie mowi, ze najczesciej beda to buddysci lub katolicy) beda sie pojawiac i "siac zamet". Jesli to drugie, wowczas bedziemy miec forum dotyczace wylacznie filozofii waisznawa. Byloby milo, jesli bedzie wystarczajace zaangazowanie z naszej strony, by takie forum kwitlo. Zamiast szlachetnych prawd i tajemnic krzyza

mozna by omawiac prace Goswamich.
PS. booker, nie czytalam innych watkow, ktore sie w miedzyczasie utworzyly, ale jesli chodzi o Brahmana to uzywa sie tego w roznych znaczeniach. W moim poprzednim poscie (skierowanym bardziej do bhaktow niz do Ciebie) mozna by zastosowac dwa zrozumienia: Brahman jako duch (w odroznieniu od materii), lub tez Brahman jako ostateczna substancja. Widzialam, ze Kula-pavana cos Ci wyjasnial, ale mam wrazenie, ze w troche innym kontekscie.