Pavana Caitania napisał(a):
"Pokorny medrzec patrzy jednkowo, na ucznego bramina, krowe, psa, czy zjadacza psow , pariasa" a takze "osoba zreazliwana widzi kamien i grudke zlota jako to samo, wroga jak i przjaciel". Istota samorelacji jest zaobserwanie ze nie ma wrogow, ze dusza jest obecna w kaxdym ciele i podbnie Paramtma. Sa jakj dwa ptaki, jeden sporzywa owoce drugi oczekuje az tamten spojzry w jego strone. Nie ma wiec ani wrogow ani przjacil.
To ciekawy temat, z tym nieposiadaniem wrogów przez osobę samozrealizowaną. Bhagawatam określa np. Maharaja Yudhistirę
ajata-śatroh (jest to także jedna z cech sadhu), czyli osobę, która nie ma wrogów, a dokładnie osobę, której wróg jeszcze się nie narodził. Jak to pogodzić więc z faktem, że Duryodhana chciał go zabić wraz z jego braćmi, czyli traktował, ich jako swoich wrogów? Jak to pogodzić z faktem, że jako król musiał on czasami zabijać przestępców, traktując ich jako wrogów publicznych? Jak to pogodzić z faktem, że zarówno on, jak i wielu innych, samozrealizowanych czystych bhaktów brało udział w krwawej bitwie, nawet przeciwko członkom własnej rodziny, jeżeli nie mieli wrogów? No bo skoro, ktoś nie ma wrogów, to wydaje się, że powinien być potulny jak baranek, siedzieć cichutko i samotnie w kąciku, i tylko od czasu do czasu, z pokory i prostej ludzkiej życzliwości, zapytać nieznajomego przechodnia, czy nie sprawiłoby mu przyjemności, jeżeli nadstawiłby mu drugi policzek. Ot tak, dla sprawdzenia, czy nadal nie ma wrogów.
W innym miejscu w Bhagawatam (w znaczeniu), znajdujemy wskazówkę, która pozwala nam chyba na wejście na dobry trop, prowadzący do rozwiązania tej pozornej łamigłówki. Śrila Prabhupada pisze: "Najwyższy Osobowy Bóg traktuje wszystkich na równi w tym sensie, że nie ma On ani wrogów, ani przyjaciół." Skoro nawet sam Kryszna, podobnie jak i Jego czyści wielbiciele miał wrogów, w postaci asurów, którzy chcieli Go zabić, to znaczy, że
ajata-śatroh oznacza tylko punkt widzenia Kryszny, Jego czystego wielbiciela lub samozrealizowanego mędrca, który patrzy na wszystko jednakowo. Natomiast z przeciwnego punktu widzenia, np. asury, zarówno Kryszna, jak i Jego bhakta mogą jawić się jako jego śmiertelni wrogowie.
Następną kwestią jest sprawą wymierzania kary. Jeżeli samozrealizowana osoba pełni np. obowiązki kszatrii, to jej zdolność postrzegania wszystkich na równi, oznacza po prostu brak stronniczości, podczas dharmicznej oceny sytuacji. Dlatego świadomy Kryszny kszatria mógł wdawać się w dyplomację, politykę, szpiegowanie, odbieranie życia ludziom, oraz wojny, bo czynił to płaszczyzny pełnienia dharmicznych obowiązków, dla wyższego, polecanego przez Boga w śastrach celu (np. ochrona pobożnych obywateli i dbanie o ich pomyślność), a nie z platformy cielesnej identyfikacji, dla własnej zmysłowo-psychicznej satysfakcji.
Innymi słowy, chroniąc obywateli swojego państwa, czynił to jako ofiarę, czy służbę dla Boga, gdzie w zależności od stopnia czystości intencji oraz wysiłku włożonego w doskonałe wypełnianie swoich kszatrioskich obowiązków, otrzymywał w większości dobrą karmę, która prowadziła go po śmierci na svarga-lokę, gdzie mógł cieszyć się niebiańskimi przyjemnościami przez długi, długi czas, a jeżeli tego pragnął, to przechodząc "na emeryturę" mógł w całości oddać się Bogu i już w w ogóle tutaj nie wracać.
Manu-samhita ma całą sekcję poświęconą karze i kwalifikacjom osoby ją wymierzącej. Okazuje się, że pozorny przywilej kontroli nad innymi, poprzez wydawanie nad nimi sądów i karania innych ludzi jest niczym ostrze brzytwy. Małe potknięcie, zła motywacja lub niedharmiczna decyzja, i cała dynastia tego kszatrii jest skazana na zagładę. Tak mówi Manu-samhita.
PS. Pavana Caitania Prabhu: Masz dzisiaj swój dzień, a więc pisz, pisz, pisz i jeszcze raz pisz, bo to świetna metoda wyższego zaangażowania umysłu, o czym już pewnością zdążyłeś się sam przekonać. Im więcej łączy się to ze świadomością Kryszny, tym lepiej dla nas, no i dla Ciebie. Dzięki Prabhu za łaskę czytania Twoich świadomych Kryszny przemyśleń!
