A 2 napisał(a):
Oczywiscie, przyznaje racje. czasem wymsknie mi sie cos glupiego...jescze raz pokornie przepraszam. moja wina, moja wina , moja baaaardzo wielka wina
a o filozofii owszem bardzo chetnie porozmawiam.
i tak na marginesie, to chyba przez ten dystans ktory zawsze mialem do wszystkiego, to taki buddyjski nastroj ktory wlasnie rozni sie od nastroju powagi vaisnawow.
Pozdrawiam serdecznie
O niedualny !

może w życiu nie chodzi o to, aby mieć dystans ? Kiedyś trzeba przestać fruwać i usiąść, normalnie jak człowiek na życi. Oglądnąć się tam i ówdzie, zobaczyć, że świat jest, ani piękny, ani brzydki, a wszystkie istoty cierpią, chociaż czasami śmieją się i jest im dobrze.
Współczesny buddyzm to stan świadomości podobnie jak świadomość Kryszny, ale to różne stany świadomości i różna praktyka. Tak naprawdę front nie przebiega pomiędzy buddyzmem, a krysznaizmem, lecz pomiędzy personalizmem i impersonalizmem. Często jest o tym mowa. I być może wielbiciele Kryszny nie mają takiego dystansu do Osobowości zarówno Kryszny jak i innych żywych istot jak masz ty w swoim buddyjskim nastroju. Nie wierzą i nie widzą pustki, nie doświadczają tylko płynięcia, lecz także to, co jest stałe; doświadczają jaźni a nie agregacji wrażeń, cokolwiek to znaczy, itd
Ostatnio czytałem o najwcześniejszych dziejach buddyzmu. Tuż po odejściu Buddy Śakjamuniego buddyzm zaczął się rozbijać na różne ugrupowania. Jedną ze szkół była pudgala. Nie przetrwały ich pisma, ale cokolwiek można o nich powiedzieć z dzieł polemicznych. Pudgalawadowie byli personalistami. Ciekawe. Polemizowali z innymi szkołami therawady. Głosili, że aby zrozumieć karmę, reinkarnację jak i siebie, potrzeba przyjąć i doświadczać pudgala, czyli osobowości. Tak naprawdę chodzi tutaj o atmana. Z biegiem czasu w buddyzmie jednak przeważył nurt impersonalistyczny, kolejne szkoły: therawada, mahajana, zen, buddyzm tantryczny, to ucieczka od osobowości, niewiara w nią, a skoro nie można tej niewiary udowodnić, trzeba milczeć. Analizuję więc wasz sposób myślenia i odczuwania i nie ma to nic wspólnego z jakimś "opluwaniem", czy pogardą. Myślę, że personalizm to filozofia 21 wieku.

Zatem za tym tzw brakiem dystansu, uważam, kryje się już pewna ideologia, przedsądy, są już jakieś założenia. Byłem buddystą w dzieciństwie. Przed snem chowałem się pod kołdrę i udawałem, że mnie nie ma. Trwałem przez jakiś czas w cudownym odczuciu izolacji, dystansu do wszystkiego i własnego świata do którego nikt nie ma dostępu. Bo mnie nie było. Tak zasypiałem, lecz rano musiałem iść do przedszkola, czego nikomu już nie życzę.
