humanoid napisał(a):
Rozumiem, że to trochę sarkazm. Ale po co? Polecenia Kryszny dotyczą wszystkich. Twoja interpretacja jest po prostu inna, a moja inna. Ja słucham od Autora, Acaryi, mam kilkadziesiąt Jego książek w domu, mam teraz kazać je komuś mi czytać ? Mam kilkaset wykładów Srila Prabhupada, i słucham ich z wielką rozkoszą. Czy to nie jest to co każe mi Kryszna? Słucham też od Charu Kryszna dasa, i w sumie nie mam nic przeciwko Niemu, ani temu co On mówi, tylko, że ja jestem inny, i ja wybrałem po prostu studia korespondencyjne, a Ty Prabhu dzienne. Na koniec będziemy raczej mieli ten sam tytuł, mam nadzieję.
dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie
Doceniam (bhaktajarek) Twoją gorliwość czytania książek Śrila Prabhupada. Osobiście sam staram się robić to codziennie, chociaż niektórzy twierdzą, iż uczniowie Śrila Narayana Maharaja ich nie czytają. Nie jestem tutaj odosobnionym przypadkiem. Są ich tysiące. Czytam książki Śrila Prabhupada z wielką ochotą i dostarcza mi to, tak jak Tobie, wiele rozkoszy.
Moja odpowiedź Tobie nie jest sarkazmem. Niestety media w postaci internetu nie są doskonałym przekazem relacji osobowych, gdyż "ucinają niektóre, istotne częstotliwości"
A co meritum sprawy:
Wśród wielu moich znajomych z tej samej klasy, ze szkoły podstawowej, jest około dziesięciu lekarzy różnych specjalizacji i żaden z nich nie został lekarzem poprzez studia korespondencyjne. Tak naprawdę nie słyszałem nigdy o takim lekarzu. Osobiście nawet nie chciałbym być leczony przez takiego lekarza

Jeśli w tej kwestii wymagany jest żyjący i interaktywny kontakt z nauczycielem, to co tu dopiero mówić o niezwykle subtelnej nauce, jaką jest wiedza duchowa.
W rzeczywistości ścieżka bhakti ZACZYNA SIĘ dopiero od momentu śaranagati, czyli podporządkowania się Śri Guru. Bez guru niemożliwe jest pozbycie się anarthas, których nawet sami nie jesteśmy świadomi. Główna z nich to zazdrość o Krysznę, która wyraża się zazdrością o guru.
Pięknym przykładem "korespondencyjnych studiów" jest historia Ekalawii. Nie wiem jak odnosi się ona do Ciebie, Prabhu, dlatego nie bierz jej dosłownie do siebie (jeśli się do Ciebie nie odnosi). Przytaczam ją tutaj jako przykład jedynie zewnętrznego i powierzchownego „podporządkowania się” Śri Guru.
Ekalawia pragnął nauczyć się militarnej sztuki od Dronacaryi, ale dlatego, iż był zaciętym wrogiem Pandawów i chciał nawet ich zabić, Dronacarya odmówił mu udzielania nauk. Ekalawia udał się więc do lasu, postawił formę Dronacaryi i wielbił ją ćwicząc się w militarnej sztuce. Po pewnym czasie stał się expertem w sztuce walki.
Pewnego dnia, przez przypadek, przybył do tego samego lasu Dronacarya wraz ze swoimi uczniami. Nieopodal nich szczekał pies i nagle bardzo szybka strzała przeleciała dokładnie tuż obok pyska ujadającego zwierzęcia, który zamilkł. Dronacarya był bardzo zaskoczony precyzją strzału i z daleka zobaczył młodzieńca, który wypuścił strzałę. Spytał go: od kogo nauczyłeś się tej sztuki ? Ekalawia odpowiedział: od ciebie (wskazując na stojące niedaleko murti). Dronacarya odparł: jesteś więc winny mi guru-dakszinę. Ekalawia odparł: czego oczekujesz? Dronacarya powiedział: jako guru-dakszinę chcę twojego kciuka. Ekalawia bez wahania odciął swego kciuka i wręczył go guru.
Jaki jest morał tej historii ? Dlaczego Dronacarya poprosił Ekalawię o jego kciuka ?
Odpowiedź jest prosta. Ekalwia chciał nauczyć się militarnej sztuki po to, aby pokonać Pandawów, którzy byli ulubieńcami Dronacaryi.
Niektórzy uważają, iż Ekalawia był przykładnym uczniem (i nawet nadają takie imiona swoim uczniom), ale faktem jest to, iż Ekalawia był po prostu antytezą kwalifikowanego ucznia.
Ekalawia chciał jedynie osiągnąć zewnętrzne bogactwo swego guru i nie chciał podporządkować się jego wewnętrzemu pragnieniu. Dronacarya wiedział o tym i dlatego odmówił mu swego ŻYJĄCEGO przewodnictwa.
Widziałem wielu sanjasinów, którzy siedzieli obok swego guru przed obliczem setek wajsznawów i na jego polecenie, tak jak wyrywani to tablicy uczniowie, opowiadali historie o Krysznie i Panu Ćajtanji, a także omawiali wzniosłą filozofię wajsznawa. Czasami guru zatrzymywał przemowę i poprawiał ich przed setkami wajsznawów…
Dlaczego o tym piszę ?
Otóż każdy z nas może mysleć o sobie niewiadomo co, nawet będąc otoczonym całą biblioteczką książek wajsznawa i ich wykładami, ale to kim naprawdę jesteśmy możemy zobaczyć w żyjącej obecności czystego bhakty, gdyż uwarunkowany umysł jest expertem w przedstawianiu siebie zawsze w pełni chwały.
Poza tym, gdybym miał wybór czytania przez dwie godziny książki Śrila Prabhupada lub osobistego uczestniczenia w jego wykładzie, wybrałbym to drugie, gdyż w osobistym kontakcie z czystym wajsznawą jest coś specjalnego, czego nie ma podczas czytania jego książki, chociaż nie twierdzę, iż czytanie książek maha-bhagawatów nie jest słodkie i nie jest konieczne dla duchowego postępu.
Ciekaw jestem, co Ty byś wybrał (?) Odpowiedź na to pytanie możesz zostawić dla siebie.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.