Jak już wiadomo w sobotę odbyło się spotkanie wspomnieniowe dla Dźanapriji oraz ofiara śraddha. To wisznuickie dziady. Każdy miał zostawić trochę pożywienia, które przeleżało w świątyni przez noc przed wizerunkiem Dźanapriji, by sobie podjadł. Trisama powiedział, że ofiara będzie najbardziej skuteczna, gdy to pożywienie zjedzą kruki. Zapaliłem się do tego pomysłu, bo jest na wskroś pogański, poza tym wszystko to działo się na Święto Kupały. Kłopot w tym, że czerwiec to okres lęgowy kruków, łączą się w pary, trudniej przywabić, a stadami krążą nad polami dopiero na jesień. Zaoferowałem się, że zaniosę to krukom, bo wiem, gdzie latają. Padł również pomysł wysypiska. Ostatecznie również Rasa Rasika chciała w tym uczestniczyć.
Następnego dnia przyjechała. Zaproponowałem wyprawę w okolice Andrzejówki, gdzie znajdują się gniazda kruków, są tam rozległe pola i półki skalne, gdzie można by rozsypać ofiarę w widocznym miejscu. Rasa Rasika chciała jednak jechać na wysypisko. Kryszna Sambandha wskazał nam, że znajduje się ono na Beethovena.
Brama składu odpadów komunalnych z napisem "zakaz wstępu" była otwarta. Zupełnie nie przyszło mi do głowy, aby przez nią przejść. Taki nawyk. Ruszyłem przez szuwary i pokrzywy do muru, by obejść portiera i tam wskoczyć na wysypisko. Rasa Rasika jednak krzyczy, żebyśmy szli przez bramę. Nie zrozumiałem o co jej chodzi, "jak przez bramę..." Ona mówi: normalnie. Uparła się. Mówię: dobra, i bez słowa idziemy do bramy.
Zacząłem zastanawiać się jak wytłumaczymy portierowi naszą wizytę ? Kobieta ubrana w białe sari z ogromną czerwoną kropą na czole i facet z kartonem jedzenia. Akcja karmienia zwierząt ? Albo: " Wie pan, chcemy, aby ptaki zaniosły jedzenie pewnej osobie, która jest w niebie..." Doszedłem do wniosku, że cała ta wyprawa zakończy się sukcesem, jeśli portier zamiast służb psychiatrycznych wezwie egzorcystę. Postanowiłem, że Rasa Rasika będzie mówić, a ja będę się uśmiechać.
Przeszliśmy bramę i minęliśmy stróżówkę. Nikogo nie ma. W oddali jakiś mężczyzna kosi trawę kosiarką spalinową. Hałas i i słuchawki na uszach. Mógłby nas zobaczyć, ale nie widzi. Wspinamy się po hałdzie śmieci. Mijamy tablicę z napisem "Uwaga, zagrożenie wybuchem" (oni wysadzają te śmieci ?!). Na szczycie masa ptaków, ale nie ma kruków, tylko mewy śmieszki i szpaki. No dobra, Dźanaprija zawsze był przekorny. Mewy śmieszki ni to kraczą ni rechoczą, chociaż morskie to ptaki, dostosowały się do życia przy człowieku i jego śmieciach nawet w górach.
Patrzę, a tu na brzegu hałdy stoi posąg Jezusa Chrystusa, metrowej wielkości bez ręki. Ktoś go specjalnie postawił pionowo. Rasa Rasika mówi: to nawet dobrze się składa. Rozłożyliśmy jedzenie u stóp Jezusa Chrystusa. Odeszliśmy. Mewy zaczęły krążyć na ofiarą.
Schodząc zastanawiałem się jak teraz wytłumaczymy portierowi naszą wizytę ? Poranny spacer z kobietą w bieli na wysypisku ? Można było uciekać, ale Rasa Rasika miała kiepskie obuwie na takie sprawy. Ale pan kosiarz nas nie widział. To kolejny dowód dla mnie, że koszenie kosiarkami to głupota i szkodnictwo. Jakby kosił kosą to by widział i słyszał.
Przeszliśmy przez bramę. Właśnie wchodziliśmy do samochodu, gdy przyjechała ochrona. Minęli nas, popatrzyli i poszli pilnować wysypiska. Akcja śraddha odbyła się pod ich nieobecność. Powinni być bardziej czujni. Wszędzie roi się od ludzi podrzucających jedzenie mewom.
Morał z tego jest taki, że warto, jak pokazała to Rasa Rasika, czasami mieć więcej wiary w Krysznę niż ja.
Tak zakończył się ostatni występ Dźanapriji. Ostatni w tym tygodniu....
