Ok. Do tego zagadnienia można podejść na różne sposoby.
Zacznijmy od pytania: "Czy tam, gdzie nie ma słońca, musi istnieć większy lub mniejszy mrok?" Zgodzisz się chyba, że musi.
Teraz, następne pytanie: "Czy szczęście pochodzi z materii, czy z ducha?" Oczywiście, materia jest nieświadomą, pozbawioną życia substancją, więc nie jest źródłem szczęścia, może być obiektem, który dusza eksploatuje dla stworzenia namiastki szczęscia, zwanego przyjemnością.
Dusza jest jak iskierka, jej moc szczęścia jest znikoma i manifestuje się tylko wtedy, kiedy jest w ognisku. Szybko po wystrzeleniu z ogniska gaśnie i ciemnieje.
Bóg, jako najwyższa dusza, jest źródłem najwyższego, nieskończonego szczęścia, które rozchodzi się wszędzie, jak promienie słońca. Kiedy jednak jest cień, cechy światła słonecznego nie manifestują się - jest chłodno i ciemno.
Gdzie nie ma świadomości Boga i miłosnej realcji z nim, nie może istnieć szczęscie, ponieważ odgrodzeni jesteśmy od jego źródła. To jest ten cień - nasze fałszywe utożsamienie się z materią, nasze odgrodzenie się od Kryszny. I to my sami zrobiliśmy, nie Kryszna, nie Bóg.
Od mocy/natury szczęścia odseparowujemy się sami i sami możemy do niej wrócić. Wybraliśmy życie w swiecie materialnym, w zapomnieniu od Boga. My to zrobiliśmy, a nie Kryszna nam to zrobił.
Jeśli więc kogokolwiek chcesz winić za to, że w tym świcie jest cierpienie, zamiast szczęscia, wiń dusze w nim istniejące, nie Boga. Bóg spełnił nasze życzenie istnienia bez Niego, ale konsekwencją tego, ontologiczną niejako, jest istnienie cierpienia.
Świat materialny nie byłby materialnym, lecz duchowym, gdyby nie istniałoby w nim cierpienie.
Druga sprawa. Tobie bardziej niż o wieczne szczęscie duchowe chodzi przecież o przyjemność, jako przeciwieństwo cierpienia. Otóż nie jest tak, że one nie istnieją. Jedne dusze się radują przyjemnościami, inne cierpią. Ten swiat jest mieszanką cierpienia i przyjemnosci. Żyjemy na szczególnej planecie, gdzie istnieje ich mieszanka. Są obszary we wszechświecie, gdzie nie istneije cierpienie, lecz prawie niezmącona niczym przyjemność (raj) i obszary, gdzie istnieje jedynie cierpienie (planety piekielne).
Czy można winić Boga, że jedne dusze w danej chwili cierpią, a inne się cieszą? Nie, ponieważ to one same sobie kreują los, tworząc złą lub dobrą karmę. Jedne, wskutek tego, istnieją przez jakiś czas w raju, inne, przez jakiś czas w piekle, a jeszcze inne, przez jakiś czas, w miejscu będącym ich mieszanką. Sami jesteśmy odpowiedzialni za to, co nam się przydarza.
Zapytasz się wiec zapewne, dlaczego Bóg stworzył prawo karmy i taki system istnienia tego świata?
Różne są odpowiedzi, ale ostateczna, wg mnie, jest taka, że ten swiat ma po prostu taką naturę. A dlaczego ma taką naturę? Bo nie jest swiatem duchowym, którego natura jest przeciwieństwem natury swiata materialnego. Czym by się one różniły od siebie, gdyby były takie same?
Świat materialny nie może być jak duchowy, ale z pominięciem Boga i Jego pozycji w nim. Ty byś chciał samego szczęscia, ale bez Boga. Więc ok, jest takie miejsce, a raczej namiastka - Raj. Zasłuż na Raj i będziesz to miał. Jednak nie jest ono wieczne. Kiedy wyczerpie się dobra karma, dusze wracają na średnie poziomy planetarne.
Należy wiec zrozumieć, jakie cechy przejawia natura materialna, a jakie duchowa, i że wzajemnie się one wykluczają. Gdyby świat materialny był inny, niż jest, nie byłby światem materialnym, lecz duchowym.
Doskonałością tego świata jest to, że nie jest doskonały. Tak miało być, to jest zamysł Boga, aby dusze, z natury doskonałe, źle się czuły w tej atmosferze i uświadomiły sobie, że odejście od Boga było błędem, że ich naturalnym miejsce jest bycie Jego cząstką, w pełnej świadomości tego.
Narazie tu poprzestanę i poczekam na twoje komentarze, pytania i protesty

[/img]