znowu mi się śniło

.... chciałem się z Wami podzielić
Było tak:
Szedłem z bhaktami nocą w harinamie (ok. 30 osób), śpiewaliśmy maha mantrę w jakimś polskim mieście, w którym bhaktowie publicznie nie mogli śpiewać. W rezultacie zostaliśmy aresztowani i przewiezieni do 2-osobowych cel - zimnych, wilgotnych pomieszczeń.
Zniewoleni oczekiwaliśmy na możliwe nieprzyjemności, baliśmy się tego, co może na nas czyhać za metalowymi drzwiami. W pewnym momencie usłyszeliśmy kroki, klucz w drzwiach został przekręcony. Cofnęliśmy się pod ścianę w oczekiwaniu na najgorsze. Ku naszemu zdziwieniu wydobyło się piękne, kojące księżycowe światło. Na tle poświaty zarysowała się postać w doti, czadarze, z sikhą. Bhakta gestem ręki zachęcił nas do wyjścia. Powiedział: "no już, wychodźcie, wszystko się skończyło".
W tym samym momencie na brudnej ścianie celi ukazał się piękny obraz Visznu. Postać była żywa, poruszała się i opalizowała tym samym światłem co bhakta. Zrozumiałem, że wydarzyło się na świecie coś wspaniałego. Skłoniłem głowię przed Visznu i wybiegliśmy z celi na podwórko.
Na dworze była noc. Mimo ciemności zobaczyłem potężny harinam, który kilometrami wił się niczym srebrna rzeka po wzgórzach. W pochodzie uczestniczyło tysiące osób, kirtan prowadził słodkim głosem Indradyumna Swami. Czułem moc intonowania Maharaja i wielbicieli. Każdy był skoncentrowany i szczęśliwy. Odniosłem wrażenie, że wszyscy wiedzą, że uczestniczą w misji. Maharaja mówił poprzez swoje serce do serc wszystkich: "chodźcie, nie ma czasu, nie rozpraszajcie się". Nad harinamem unosiła się w cudownych rozbłyskach taka sama poświata, jaka towarzyszył Visznu i bhakcie, który nas uwolnił.
Dołączając się do pochodu miałem głębokie przekonanie, że to już jest koniec wszelkiego strachu. Zerwałem się z łóżka z tym samym uczuciem szczęścia w sercu. Złożyłem pokłon, zrozumiałem, że Kryszna, poprzez swoich czystych wielbicieli, uwolnił nas już z więzienia tego świata.
Śri Harinam Ssankirtan ki Jay!
