A przechodząc na moment, na osobistą nutkę wspomnień, w moim przypadku, jedną z pierwszych osób, które pomogły mi nabrać późniejszej wiary w przekaz wedyjski i słowa Śrila Prabhupada, był... mój "pan od WFu".

Jego głośne pohukiwania zachęty oraz groźby, zmusiły mnie do wykonania dla niego służby oddania w formie rytmicznego podskakiwania, robienia pompek, dynamicznych skłonów oraz podrzucania w górę piłeczki. Mój początkowy brak wiary w jego autorytet, zaczął zanikać proporcjonalnie do pozytywnych wyników meczu, aż do momentu, kiedy stało się dla mnie jasne, że kwestionowanie jego poleceń, oznacza sportową porażkę, co wiązało się z uczuciem braku satysfakcji.
Kiedy później spotkałem bhaktów i zacząłem czytać książki Śrila Prabhupada, to zaakceptowanie autorytetu aczarji i śastr było już czymś bardzo naturalnym. A wszystko to dzięki "panu od WFu! Dlatego osobom, które mają problem z wiarą w wedyjski autorytet i kwestionują autorytet mistrza duchowego, poleciłbym wysiłek fizyczny, najlepiej w formie treningu interwałowego, pod okiem kwalifikowanego trenera. To szybko przynosi namacalne efekty, co rodzi wiarę, która potrzebna jest w powrocie do Boga.
