A tutaj na zachętę nektar wspomnień bardzo pokornego Wielbiciela, który od wielu lat samotnie wychodzi na ulicę i z wielkim oddaniem intonuje Imiona Kryszny. Jego miłość do Śrila Prabhupada jest zdumiewająca i zupełnie pokonuje moje serce:
Drogi Auttareyo prabhu, tak bardzo potrzeba nam bhaktów. Od kilku dni dostaje totalnie popalić od Sri Maya Devi. Zostałem okradziony, nierzetelni hydraulicy zamontowali mi źle kaloryfery, teraz ciekną, a ci co mieli poprawiać wzięli kasę, a te dalej ciekną, a ja im jeszcze dałem napiwek, pieniądze Kryszny!:( Wczoraj to dostałem taki łomot, że po prostu rwało mnie od środka na strzępy, czułem jak Maya kruszy tak ciężko budowane zręby świadomości Kryszny. Jeszcze te posty od Madhavacarana prabhu

Dopiero gdzieś koło 17-18 zrealizowałem, że to dzień pojawienia się Acaryi Bhaktivinoda Thakura! Boże a ja nic dla Niego nie zrobiłem, tylko lament i lament cały dzień jak siudra najgorszy. Około 18.20 już byłem na zewnątrz żeby
sobie pomantrować, ale Kryszna mi nie dawał spokoju; taki dzień, taki Acarya, a ty
sobie będziesz mantrował!Prabhu nie mogę o tym pisać na forum bo mnie zniszczą, ale pragnę się tobą z tym pokornie ale i z radością podzielić, nie pochwalić, ale podzielić. Poszedłem zatem na harinam. To już rutyna, mam w domu torbęw której zawsze jest dhoti, karatale, tilak, mała buteleczka wody, powinno też być lusterko, ale się gdzieś posiało.
Poszedłem standardową trasą, żeby nie spekulować, żeby nie dać się wyprowadzić w pole. Około 19 byłem na m-scu, mała uliczka w centrum starej przedwojennej niemieckiej zabudowy. Wejście schodami w dół do Księgarni Polanglo, zasłonięte przed przechodniami w jakieś 70 %, ale w środku księgarni, za żelaznymi drzwiami dało się jeszcze słyszeć krzątaninę, głosy, dźwięki pracującej kasy fiskalnej. Anyway, torba na poręcz, wyjmuję dhoti, szukam, gdzie góra, gdzie lewo, itd. nie piorę go bowiem za każdym razem na harinam, Kiedy byłem tu trzy dni temu, to o podobnym czasie wyszła zza drzwi ruda dziewczyna, nawet wtedy na mnie spojrzała, a też się przebierałem, teraz wyszła inna, stałem tak, że kiedy spostrzegła mnie kątem oka to lekko się wzdrygnęła, przeprosiłem ją grzecznie i wytłumaczyłem z uśmiechem, że jestem z Hare Kryszna, i że się tu przebieram. Była już wesoła.Zaraz pojawiła się też znajoma już ruda, i znów nie zobaczyłem jak wygląda, nie obróciła się i tym razem. Po chwili nakładam w ciemno tilak, myślę o Bhaktisidhancie Gosvamim Maharaju, Prabhupada mówił, że Jego Guru nigdy nie korzystał z lusterka, a Jego tilaka była zawsze perfect! Mistrzowie, Acaryowie-myślę-perfect we wszystkim!
Ok. wychodzę na ulicę, trochę nieładnie założone dhoti-myślę-nie prałem, teraz to trzeci harinam, trochę się zdefasonowało i fałdy nie trzymają jak należy. Trudno, nie dać się zdekoncentrować! Patrzę w boczne lusterko jakiegoś auta- nie nie jestem mistrzem, jaki bhakta taki tilak. Nie dać się zatrzymać! Widzę otwarta wegetariańska restauracja, myślę-zajrzę do środka i poprawię tilak, w środku jest nasz brat duchowy, niestety nie pamiętam imienia, teraz i tak Marek, nie mantruje, w w ogóle się zagubił. Ale się miło uśmiecha, mówi, że tilak ok. uściskuję go i idę śpiewać. Nama om Vishnupadaya... Srimate Bhaktivedanta Swamin iti namine!!! Udało się!!! Teraz wiem, że dam radę, święte Imię pomoże. Jaya Sri Krishna CAitanya...!!!
Sri Pańca Tattva tak pięknie brzmi, jeszcze mi się raz albo dwa tego wieczora przyśpiewają w taki słodki sposób,z taka mocą, zapominam o kaloryferach, choć ich kanciaste formy tak raniły i mój przywiązany umysł całymi dniami!

Wybieram rutynowo trasę, mam kilka wariantów, zależy od pogody, bo wtedy zmienia się układ, np. kiedy pada, nie ma ludzi w ogródkach piwnych (co za nazwa!!

), to i pewne ulice stają się nieharinamowe, bo poza sezonem piwnym są raczej puste, szkoda na nie wtedy głosu, a on jest na harinamie w głośnym i hałaśliwym mieście ważny. Pierwszy przystanek przy średnio ruchomym przejściu dla pieszych, ma ten ples, że stoję pod rodzajem przejścia otoczonego kolumnami, co daje podniesioną akustykę i odgradza mnie od traficu, ludzie zaśnie czują się bezpośrednio "zaatakowani". Impulsy świetlne w Szczecinie są bardzo długie, masz wrażenie że się nigdy nie kończą, więc muszą mnie trochę jednak posłuchać

Niektórzy widocznie sobie z tym nie radzą, ryzykownie uciekają na czerwonym. Kilka znajomych twarzy, pewien starszy wiekiem prowokant, też znajomy. Wsłuchuję się coraz bardziej. Kryszna-jak się Tobie oddać, jak słuchać z pokorą, co pomyślą ludzie, kiedy się zatopię tylko w słuchaniu? Czy tak powinno się robić, a nie jak profesjonalni muzycy, nawiązywać wzrokowy kontakt ze słuchaczem, kokietować, dla Kryszny oczywiście, żeby było atrakcyjniej? Ale zwycięża prosta opcja, po prostu słuchaj, po prostu słuchaj, Prabhupada mówił, słyszałem wczoraj z You tube, żeludzie i tak mają nas za wariatów, więc nie śpiewaj bracie dla ludzi, śpiewaj dla uczczenia twoich Acaryów! Jay Sacinandana, Jayo Bhaktivinoda Thakur! Ruszam dalej i zmieniam miejsce,samo centrum, potężne rondo, największe centrum handlowe, banki, hotele, już ciemnawe niebo, ale przyjemnie ciepło, lekki wietrzy, trochę deszczyk pada-Hare Kryszna, Hare Kryszna zamykam oczy, nie otwieram, i tak jest ciemno, jacyś maleńcy chłopcy z papierosami w ustach przysiadają na gazonach z betonu-niech pan śpiewa. Mówię,że mi się melodia jakoś skończyła.-niech pan śpiewa tą ładną co ostatnio. Miłe chłopaki, ale nie dać się zdekoncentrować-myślę, i zaczynam potężny akord(z repertuaru Sri Vishnupada!),intuicyjnie, zawsze go mam, zawsze intuicyjnie, i zawsze wypala! Chłopcy natychmiast uciekają, małe miłe diabełki z papierosami w ustach, dzieci obłąkanego wieku Kali, nie dały rady, oni tak naprawdę myśleli, że ja jestem obłąkany. Znów zapominam się i tym razem"odlatuję", głos staje się potężny, niesie daleko, to się czuje, fala mocy ogarnia cię ciepło, jakbyś był w maleńkim dzieckiem w ramionach kochanego ojca. A kiedy po paru minutach jakiś ostry głos każe mi przestać, otwieram oczy i widzę grupę pięciu solidnie umięśnionych nastoalatków ze środmieścia, którzy dość zaczepnie i bezczeremonialnie chce się dowiedzieć co mi odbiło. Tłumaczę w skrócie i wciąż czuję, że jakbym lewitował, jakbym wciąż jeszcze nie wiedział gdzie jestem, czuję się totalnie chroniony, mój spokój zapewne przekonuje ich jeszcze bardziej, że coś ze mną jednak nie tak. Takie to są historie na harinamie, a po jakiś 100, 110 minutach, od początku licząc, skończyłem, była prawie 21. Acha na koniec był ten wspaniały występ Sri Sri Pańca Tattvy jeszcze, nektar! I już po chwili byłem w drodze do mojego tymczasowego domu z cieknącymi, bardzo drogimi kaloryferami!
Jaya Srila Prabhupada! Hare Kryszna!
t.s. jd
ps. tytuł, to taka historia przemyśleń z innego harinamu, pojawiła się kiedy jakiś przyjaźnie nastawiony policjant pokazał mi gestem okraszonym wielkim uśmiechem; więcej czadu chłopie! Przyszła mi wtedy do głowy myśl otym, że ja to sobie mogę, że jestem taki mały, i jak sobie to próbowałem wyobrazić jak mały jestem, to zawarta w tytule paralela przyszła mi właśnie do głowy!

Nawet w 10000 bylibyśmy na tej ulicy nie do zobaczenia, a dzięki Panu Caitanyi i Srila Prabhupadzie jeden mały chłoptaś jak ja może być słyszalny dla tak wielu! Inna sprawa, że pragnąć musimy aby dziesiątki tysięcy własnie wyszły w wielkich grupach na ulice, daję głowę, że maya nie dałaby wtedy rady! W kilka dni świat oszalałby na punkcie Hare Kryszna! Jaya Prabhupada Patita Pavana!