Teraz jest 28 lip 2026, o 20:50


Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wolność wyznania
PostNapisane: 28 cze 2009, o 14:42 

Dołączył(a): 7 sie 2007, o 20:07
Posty: 199
Ciekawe, jaki będzie następny krok i jak ma się to do stroju bhaktów?
http://tygodnik.onet.pl/32,0,29176,1,artykul.html

Zmuszane do nagości


Francja chce zakazać muzułmankom wychodzenia na ulice w nikabach i burkach, bo ich noszenie łamie zasady państwa laickiego i "uwłacza godności kobiety". Muzułmanie szykują gęste protesty. Równie dobrze mogliby postulować ogólnonarodowy zakaz chodzenia w mini...

W czasie Zgromadzenia Narodowego w Wersalu 23 czerwca Nikolas Sarkozy powiedział: "Burka nie jest już mile widziana na terytorium Republiki Francuskiej! Kobiety, które zmusza się do jej noszenia są odcięte od życia społecznego, pozbawione osobowości. Nie tak Republika Francuska wyobraża sobie godność kobiety" oraz "Nie możemy dłużej akceptować faktu, że kobiety traktuje się jak przedmioty i podporządkowuje całkowicie mężczyznom. Nikab to swego rodzaju więzienie".

Natychmiast niemal zareagowały środowiska muzułmańskie. Płomienne prezydenckie przemówienie uznano za swego rodzaju "zamach na islam" oraz "próbę podporządkowania społeczeństwa nowej religii: laicite". W krótkim komunikacie prasowym Mohammad Hussein Fadlallah, libański przywódca szyitów, oskarżył też francuskiego prezydenta o "zamach na wolność muzułmanek". Wyjaśnił, że nikab noszą dobrowolnie.

Reakcja Fadlallaha, jak zastrzegają francuscy muzułmanie, ma być dopiero subtelnym preludium do kolejnych wydarzeń... Bo podłoże wzburzenia wyznawców islamu jest tak naprawdę dużo głębsze.

***

Kilka dni przed przemówieniem Sarko grupa 58 posłów z różnych ugrupowań podpisała wniosek o powołanie specjalnej komisji Zgromadzenia Narodowego, która miałaby przygotować projekt całkowitego zakazu publicznego pokazywania się w islamskich burkach i nikabach. Sygnatariusze broniąc nienaruszalności społeczeństwa powołują się w nim na deklarację praw człowieka i obywatela z 1789 roku oraz na zapisy tzw. prawa o laicite z 1905 roku i Konstytucję z 1946 roku. Wyrażają poważny niepokój falą " kobiet w czarnych burkach, z zakrytą twarzą, zalewających ulice francuskich miasteczek". To, zdaniem polityków, "ekstremalny sposób wyrażania swojej przynależności religijnej" oraz "uwłaczanie godności kobiety".

Pomysłodawcą inicjatywy jest Andre Gerin, deputowany z Francuskiej Partii Komunistycznej. Gerin chce wymóc zmianę istniejącej już ustawy z 2004 roku, która zakazywała noszenia ostentacyjnych symboli religijnych – jak żydowska jarmułka, duże krzyże, czy muzułmańskie czadory – w szkołach publicznych. Propozycja mera z Vénissieux sprowokowała skrajne reakcje na francuskiej scenie politycznej. Przeciw noszeniu burki opowiedzieli się w większości członkowie francuskiego rządu. I tak Xavier Darcos, minister edukacji podkreślał w rozmowie z "Le Figaro", że "nakaz przykrywania całego ciała salafitkom jest rodzajem perfidnej opresji". Nawet Fadela Amara, sekretarz stanu i założycielka oraz była przewodnicząca francuskiego stowarzyszenia feministycznego "Ani dziwki, ani poddane" (Ni putes, ni soumises), podkreśliła na łamach dziennika, że burka jest "widoczną i fizyczną wizytówką fundamentalistów i integrystów" we Francji. Eric Besson, minister ds. imigracji i indentyfikacji narodowej, twierdzi, że we Francji, każdy ma się czuć człowiekiem wolnym, także na ulicach, dlatego "ryzykownym jest burzenie tej społecznej równowagi". Besson przestrzega też przed nieuchronną burzą, która "niepotrzebnie może nadciągnąć na Francję".

W sukurs ministrowi nadeszła część francuskich mediów przypominając świeże jeszcze wystąpienie amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy z Kairu. Obama odniósł się tam krytycznie do coraz częstszych zjawisk "zauważalnych w krajach zachodnich, gdzie przez próbę ingerencji w strój, ogranicza się muzułmanom wolność sprawowania praktyk religijnych" ( w Białym Domu pracuje muzułmanka, Dalia Mogahed. Jest jedną z doradczyń prezydenta USA. Codziennie pojawia się na korytarzach prezydenckiej rezydencji okryta od stóp do głów islamską chustą).

***

Francuski casus do złudzenia przypomina spory, które toczyły się kilka lat temu w Holandii. Tam chciano zakazać wchodzenia w burkach i nikabach do szkół, na teren przedszkoli i do sklepów.

Czy uda się powołać komisje i wprowadzić tak drastyczne zmiany w kraju Napoleona? Nie wykluczone. Problem w tym, że we Francji żyje nieco ponad 5 milionów wyznawców Islamu. 30 do 50 tysięcy z nich należy do fundamentalistycznego odłamu islamu – salafizmu (najwięcej salafitów żyje w Arabii Saudyjskiej i Egipcie, gdzie odłam ten przekształca się w wahhabizm: m.in. propagujący dosłowne odczytywanie Koranu i powrót do tradycji społecznego życia z czasów Mahometa). We Francji coraz częściej także kobiety przechodzą na islam. Rośnie liczba kobiet narodowości francuskiej utożsamiających się z salafizmem. Budzi to o tyle sprzeciwy, że w przekonaniu większości mieszkańców Starego Kontynentu salafici funkcjonują na zasadzie sekt. Łatwo rozpoznać ich po wyglądzie. Mężczyźni noszą charakterystyczne, długie brody; golą też wąsy. W ten sposób chcą naśladować Mahometa. Kilka tysięcy salafitek we Francji zamiast hidżabu – chusty na głowie zakrywającej włosy – ubiera na co dzień czarne burki lub błękitne nikaby. Okryte od stóp do głów, na światło dzienne wystawiają tylko spojrzenie.

Większość salafitek traktuje noszenie nikabu jak swego rodzaju "bilet do raju", coś co "przyciąga energię, bo nosi się to dla Boga". Bez takiego okrycia ciała czują się nagie. Nikab stanowi o ich tożsamości. Są też i takie, które nie noszą ani czarnych burek, ani nikabów, bo zabraniają im tego... mężowie. To częste przypadki wśród zasymilowanych muzułmanek w Wielkiej Brytanii. Tamtejsze obywatelki twierdzą, że z powodu okrycia ciała narażane są często na kpiny, drwiny, a nawet ataki cielesne.

***

We francuskim sporze o burki i nikaby co najmniej dwie rzeczy mogą niepokoić. Po pierwsze, jeśli uda się wprowadzić zakaz chodzenia na ulicach w islamskich strojach, nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości dotyczyć on mógłby również sutann i biskupich biretów. Po wtóre, zwraca uwagę pewna niekonsekwencja. Bo jak to możliwe, że większości męskiej części francuskich polityków z prezydentem na czele (wśród sygnatariuszy parlamentarnej inicjatywy są tylko dwie panie) przeszkadza całkowite okrycie ciała kobiety, i protestują broniąc jej godności, a nie zauważają jak jej godność deptana jest na tych samych ulicach, tych samych miast, tyle, że w zupełnie inny sposób: wystarczy spojrzeć na szyby ulicznych kiosków z pornografią, czy ekrany gigantycznych reklam bielizny i innych akcesoriów...

_________________
"IN PRABHUPADA I TRUST"
http://24hourkirtan.fm/


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Wolność wyznania
PostNapisane: 28 cze 2009, o 14:51 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2007, o 09:03
Posty: 321
Sorry, to ja wkleiłam, nie zauważyłam, że to mój mąż był zalogowany. Teraz już nie zmieniam tego.

_________________
http://bhakti-lodz.info/forum/index.php - tu znajdziecie info o tym, co się dzieje w łódzkim nama-hatta.
http://mamatrojki.blogspot.com/ - a tu trochę o naszej rodzince.


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Wolność wyznania
PostNapisane: 28 cze 2009, o 16:00 

Dołączył(a): 29 paź 2006, o 17:04
Posty: 570
Al Jazeera, dyskusja na temat (po angielsku):

Inside Story - Burqa ban in France? - 25 June 09:
http://www.youtube.com/watch?v=3VnPwVIEcaQ

_________________
Govindanandini

http://iskconstudies.org/
http://chomikuj.pl/pampkinus


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Wolność wyznania
PostNapisane: 14 sie 2009, o 11:28 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2007, o 09:03
Posty: 321
A tu artykuł z dzisiaj. Nie ma tu nic o nas, ale jest np. o Misji Caitanyi. Ciekawe, czy to przypadek, że artykuł ukazał się dzisiaj?

http://wiadomosci.onet.pl/1570304,240,1 ... skart.html

Załóż sobie Kościół


Spanikowani zalewem sekt politycy wymyślili rejestr, by okiełznać demona

Prawo nadal dziurawe jest jak szwajcarski ser. Choćby dlatego, że w Polsce można sobie założyć Kościół czy związek wyznaniowy... nie wpisując go do rejestru.

Marzy ci się rząd dusz. Chcesz głosić nadejście nowego Pana, zaszczepić w Polsce pachnącą Orientem religię, a może po prostu chcesz skorzystać z przywilejów przysługujących duchownym. Nic prostszego, załóż sobie Kościół. W Polsce bardzo łatwo go zarejestrować. Później przeróżnej maści związki wyznaniowe praktycznie nie interesują państwa.

Sytuacja hipotetyczna. Przeciętny trzydziestoletni mężczyzna odkrywa w sobie pasję. Doznał bożej łaski, oświecenia. W pędzącym na złamanie karku świecie odnalazł drogę, która wśród krętych ścieżek, prowadzi wprost do absolutu. Uwierzył w Boga i swoją wiarą chcę podzielić się z innymi. Ale zakurzone przez wieki dogmaty Kościoła powodują u niego alergię. Nie chcę zginąć w masie wiernych, pokornie stać w szeregu apostołów, głoszących Jego imię. To on ma być liderem. Tym pierwszym, który pociągnie za sobą tłumy oddanych. To on ma być władcą dusz. By nim się stać, potrzebuje Kościoła. Wybiera drogę na skróty. Wypełnia druki, kupuje znaczki skarbowe, przekonuje rodzinę i przyjaciół, by dostrzegli w nim proroka. Za kilka miesięcy oficjalnie staje się głową Kościoła. Mistrzem, pastorem, samozwańczym guru.

Brzmi jak czysta iluzja? Tylko na początku, bo w rzeczywistości założenie w Polsce Kościoła lub związku wyznaniowego jest banalnie proste. Może to zrobić dosłownie każdy.

100 wiernych na początek

W Polsce od 1989 roku funkcjonuje rejestr Kościołów i związków wyznaniowych. Prowadzi go Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Rejestr powstał na fali antysekciarskiej krucjaty. Destrukcyjne grupy pojawiły się u nas wraz z upadkiem żelaznej kurtyny. Pachniały Orientem i miały gotowe recepty niemal na wszystko - szczęście, miłość, Boga. Specjaliści szacują, że w latach dziewięćdziesiątych było ich trzysta, a według niektórych źródeł nawet tysiąc. Spanikowani zalewem sekt politycy wymyślili więc rejestr, by okiełznać demona. Dziś w Polsce rzeczywiście funkcjonuje najwyżej pięćdziesiąt aktywnych sekt, choć dokładnych danych nikt nie zna. Ale zdaniem ekspertów nie jest to jednak zasługa polskiego prawa. To jest nadal dziurawe jak szwajcarski ser. Choćby dlatego, że w Polsce można sobie założyć Kościół czy związek wyznaniowy... nie wpisując go do rejestru.

Wolny Kościół Reformowany w Polsce oczami założyciela

- W naszym kraju wpis do rejestru nie jest obowiązkiem lecz uprawnieniem. Przez wpis Kościół uzyskuje jedynie osobowość prawną. Brak osobowości prawnej nie oznacza natomiast nielegalności działań Kościoła, a świadczy jedynie o tym, że nie ma on zdolności do podejmowania czynności prawnych. - Wszelkie przejawy działalności takiego Kościoła, jeżeli nie naruszają obowiązujących norm prawnych, są dozwolone - tłumaczy Wioletta Paprocka, rzecznik MSWiA.

Samo zgłoszenie wspólnoty do ministerialnego rejestru, też nie nastręcza zbyt wiele kłopotu. Wystarczy złożyć w resorcie wniosek podpisany przez sto osób. Musi on być potwierdzony przez notariusza. Urzędnicy chcą też przyjrzeć się naszej deklaracji założycielskiej i statutowi związku. Chcą dowiedzieć się jakie nasz kościół będzie miał cele, co jest źródłem naszej doktryny i jakie obrzędy religijne będziemy kultywować. Jeśli wpis do rejestru zamarzył nam się dopiero po kilku latach działalności w Polsce, musimy wyspowiadać się urzędnikom, z tego co robiliśmy do tej pory. Zostaniemy wpisani do rejestru, jeśli spełnimy kilka warunków. Nasz Kościół nie może zagrażać bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu i nie może naruszać wolności innych osób. Jeśli przyrzekniemy, że tak będzie, droga do dusz Polaków zostanie dla nas otwarta. Według ekspertów zbyt szeroko.

- W Polsce założyć Kościół i wpisać go do rejestru może dosłownie każdy. Nie dość, że mamy słaby system weryfikacji to jeszcze po samym uzyskaniu wpisu do rejestru jest się praktycznie bezkarnym, bo państwo w żaden sposób nie kontroluje działalności nawet zarejestrowanych związków i Kościołów - podkreśla ojciec Tomasz Franc, koordynator Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

Jego słowa potwierdzają statystyki. W rejestrze prowadzonym przez MSWiA figuruje 157 kościołów i związków wyznaniowych. Przez ostatnie dwadzieścia lat resort odmówił rejestracji 57 wspólnotom religijnym. Uczynił tak w przypadku m.in. Bractwa Zakonnego Himawanti. Jego lider Ryszard Matuszewski w przeszłości był dwukrotnie skazywany przez sąd m.in. za groźby wysadzenia Jasnej Góry i za grożenie śmiercią jednej z byłych członkiń grupy.

- Szukałam miejsca, gdzie można ćwiczyć jogę i medytować. Lekcje odbywały się w mieszkaniach lub domach na obrzeżach miasta. Wysoki blondyn z brodą, mistrz jogi i wschodnich sztuk walki z hinduską chustą narzuconą na ramiona był naszym Bogiem i już po kilku miesiącach stał się dla mnie najważniejszy. Zostawiłam rodzinę, dziecko i jeździłam za nim po całym kraju - opowiada kobieta, która wyrwała się z Himawanti. Musiała płacić bractwu. Guru rozkazywał jej spalić zdjęcia rodzinne i zostawić bliskich. Zarządzał wielodniowe głodówki. Gdy się buntowała, mistrz groził śmiercią.

Urzędnik ma zadanie - zniechęcić...

Urzędnicy resortu w kuluarowych rozmowach przyznają, że, aby uniknąć wpadek i, żeby sekt nie uwiarygadniać wpisem do oficjalnego rejestru, stosują taktykę zniechęcania kandydatów. Przez takie sito przebrnąć musiał Instytut Śardza Ling. To jedna z najmłodszych wspólnot religijnych w Polsce. W październiku skończy dopiero rok. Jego członkowie wyznają buddyzm tybetański. O uznanie ministerstwa walczyli półtora roku. Tomasz Szymoszyn, prezes Instytutu tak wspomina tę batalię.

- Urzędnicy drobiazgowo prześledzili nasz status. Za każdym razem potrafili dopatrzyć się nawet najmniejszych błędów formalnych. Nie wskazali ich jednak od razu, tak żebyśmy za jednym zamachem mogli uzupełnić braki, ale dawkowali informacje. Pokazali jeden błąd. Odczekali ustawowe trzy miesiące, pokazali drugi błąd, znów odczekali - opowiada nam Tomasz Szymoszyn.

Przebrnięcie przez gąszcz biurokratycznych zawiłości było dla Śardza Ling największą przeszkodą, choć jak przyznaje Tomasz Szymoszyn, w pełni spodziewaną. - Nie mam nic przeciwko temu, żeby takie obostrzenia istniały, jeśli tylko w rejestrze znajdować się będą w pełni wiarygodne Kościoły i związki wyznaniowe - dodaje prezes Instytutu.

Ale tu znów odzywają się eksperci. Podnoszą, że w ministerialnym spisie Kościołów i związków wyznaniowych znalazło się miejsce m.in. dla Misji Czaitanii. Informacje o związku na stałe zadomowiły się na witrynach internetowych stowarzyszeń i ośrodków walczących ze zjawiskiem sekt.

W portalu sekty.eu, prowadzonym przez dominikanów możemy poznać historię Roberta. Chłopak uległ złowieszczej magii sekty. Był typowym nastolatkiem. Ganiał za piłką, słuchał muzyki, oglądał telewizję. Po powrocie z wakacji zmienił się nie do poznania. Był wyciszony, rodzicom odpowiadał półsłówkami. Zamykał się w swoim pokoju, medytował, przestał spotykać się ze znajomymi i zaczął opuszczać szkołę. W domu urządził ołtarzyk swojego guru. W końcu wyprowadził się z niego i zamieszkał na farmie prowadzonej przez Misję Czaitanii. Rodzice wyrwali go stamtąd, gdy Robert opuścił farmę, by werbować kolejnych wyznawców sekty. W domu wariował. Przestał sypiać, jeść, a nawet myć się. Czekał na śmierć. W rezultacie trafił do zakładu psychiatrycznego.

Zdaniem ekspertów Robert padł ofiarą psychomanipulacji. To najpopularniejsza broń w rękach sekt. Niestety coraz bardziej dostępna. W sieci aż roi się od ofert kursów manipulacji, psychologii czy hipnozy, na których dowiemy się jak zawładnąć umysłami innych. Weekendowy kurs hipnozy w Mąkolicach pod Łodzią to wydatek 1,5 tys. złotych.

Dla Dariusza Pietrka ze Śląskiego Centrum Informacji o Sektach takie kursy to dowód na to, że środowisko sekt przeszło swoistą metamorfozę. - Organizacje zmieniły swój profil. Wpływają już nie tylko na religię, ale również na edukację czy ekonomię. Co istotne: guru, mistrzem czy przewodnikiem duchowym może zostać niemal każdy. I nie zawsze zależy im na tym, żeby trafić do rejestru ministerstwa - mówi Pietrek.

Nie tylko władza dusz...

Szkopuł w tym, że rejestr jest kuszący. Ci, którzy już się w nim znajdą, mogą w pełni korzystać z szeregu przywilejów, którymi w Polsce cieszy się Kościół. Wspólnoty mogą bez problemu sięgać po pieniądze z Brukseli na cele socjalne. Jednak przede wszystkim Kościoły korzystają z ulg podatkowych. Związki wyznaniowe nie muszą płacić np. podatku od nieruchomości. Wyjątków od reguły jest więcej.

- Jeśli jedynymi udziałowcami kościelnego przedsiębiorstwa czy spółki są osoby prawne Kościołów, a dochody zostały przeznaczone na cele kultowe, oświatowo-wychowawcze, naukowe, kulturalne, działalność charytatywno-opiekuńczą, punkty katechetyczne, konserwację zabytków oraz na inwestycje sakralne i remonty, to nie płacą podatku - podaje przykład Magdalena Kobos, rzeczniczka Ministerstwa Finansów.

Stając się więc pełnoprawnym Kościołem można sporo zarobić, nie ponosząc przy tym niemal żadnych kosztów. Notarialne potwierdzenie podpisu jednej ze stu osób deklarujących swoją przynależność do naszego Kościoła to wydatek rzędu 15-25 złotych. Wydatek, który ponoszą wierni, a nie my. Do tego po uzyskaniu wpisu do rejestru, możemy poczuć wiatr w żaglach, bowiem urzędnicy ministerstwa nawet nie zamierzają nam patrzeć na ręce. Od 1990 roku nie wszczęto żadnego postępowania zmierzającego do wykreślenia związku wyznaniowego z rejestru Kościołów. Wioletta Paprocka, rzeczniczka MSWiA mówi bez ogródek. - Minister nie ma kompetencji do monitorowania Kościołów i związków wyznaniowych, którym konstytucja gwarantuje poszanowanie wolności sumienia i wyznania oraz swobodę wypełniania przez nie funkcji religijnych.

Przykład idzie z Zachodu

Eksperci załamują ręce i palcem wskazują państwa, w którym Kościoły i związki wyznaniowe mają znacznie bardziej utrudnione życie. W Austrii urzędnicy odmawiają rejestracji związku, jeśli istnieje choćby cień podejrzenia, że grupa w negatywny sposób może wpływać na młodych ludzi i w sposób kontrowersyjny głosić swoje przekonania religijne. W Niemczech związki wyznaniowe muszą respektować zasady demokracji i współżycia społecznego. Nasi zachodni sąsiedzi odmówili rejestracji nawet Świadkom Jehowy, którzy od wielu lat działają w wielu państwach świata i nie sposób posądzić ich o niecne cele. Powód? Świadkowie Jehowy odmawiają udziału w wyborach.

_________________
http://bhakti-lodz.info/forum/index.php - tu znajdziecie info o tym, co się dzieje w łódzkim nama-hatta.
http://mamatrojki.blogspot.com/ - a tu trochę o naszej rodzince.


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Wolność wyznania
PostNapisane: 15 sie 2009, o 17:04 

Dołączył(a): 13 paź 2006, o 22:20
Posty: 92
Odnośnie wolności wyznania...

...w przypadku pojawienia się problemu na tle wyznaniowym, bądź w celu poszerzenia wiedzy z zakresu prawnokarnej ochrony wolności wyznania polecam książkę Natalii Kłączyńskiej - "Dyskryminacja religijna a prawnokarna ochrona wolności sumienia i wyznania".

Hare Kryszna

_________________
- Mamo! Ale ja nie lubię dziadziusia!
- To odłóż na bok i zjedz same ziemniaczki...


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ]  Moderator: Morderatorzy

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Theme created StylerBB.net
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL