Teraz jest 28 lip 2026, o 23:23


Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Woodstock 2008 - z dziennika smutasa:)
PostNapisane: 3 gru 2008, o 09:50 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 lip 2007, o 12:06
Posty: 264
WOODSTOCK

30 lipiec

10:35

Za 45 minut ruszamy na pociąg. Najpierw do Bielska i stamtąd do samego Kostrzyna. Woodstock. Nie czuję się zbyt dobrze, ale zwykle przed podróżą mam problemy z żołądkiem, czuję się zdezorientowany i oszołomiony. Po tylu podróżach powinienem być już przyzwyczajony, ale widać to nie działa w ten sposób. Schowałem do plecaka wielkie tomisko „Every Day Just Write” SDG i będę się starał uciekać tam od hałasu i upału. Czasami czuję się zmęczony narzekaniem SDG; narzekaniem na zdrowie, brak świadomości Kryszny, świat, itd., ale przeważa we mnie przyjemność z zetknięcia się z umysłem Waisznawy. To jest coś niesamowitego, móc z tak bliska zobaczyć, prawie, że poczuć to, co dzieje się w jego sercu, jak szczerze próbuje, jak walczy o uczciwość. Wchodząc z nim w kontakt, sam zaczynam tęsknić za tym co on, a jednocześnie nie potrzebuję poświęcać tej lekturze tyle wysiłku, co czytaniu Gity, czy Bhagavatam. Nie byłbym w stanie schronić się w śastrach, siedząc w środku zatłoczonego pociągu, albo na samym Woodstocku.

Zaraz wychodzimy. Tulasi radzi mi, żebym obciął sobie paznokcie, później nie będzie okazji.

15:20

Ruszyliśmy z Bielska. Zdążyliśmy jeszcze napełnić brzuchy w Green Wayu i później spędziliśmy ponad godzinę, czekając na pociąg. Widząc tłumy młodzieży trochę się zestresowałem, ale okazało się, że na razie jest luźno i gdyby udało nam się przejechać całą drogę w takiej atmosferze, byłbym szczęśliwy. Nic nie poradzę, że nie mogę, ani mi się nie chce wchodzić w atmosferę radosnej hałaśliwości. Chcę za to spokoju i ciszy. He, he, dziwnie to brzmi z ust osoby, która siedzi w pociągu na Woodstock. W sumie jadę tam przede wszystkim, żeby pobyć z bhaktami, spotkać się z przyjaciółmi i przez kilka dni niczym się nie martwić.

Pogoda upalna i całkiem możliwe, że będzie prażyło tak samo, jak dwa lata temu.

17:00

Ufff, ale upał. Nie pomaga nawet to, że otwarte są wszystkie okna. Tulasi usiadła na stoliku i wystawiła dla ochłody głowę przez okno. Nasz wagon ciągle spokojny, ale po drodze do toalety zdałem sobie sprawę, że na razie mamy szczęście. Tzn. nie ma żadnych zadym, ani chamstwa, ale będąc w tym wieku, szczególnie po wypiciu kilku win, człowiek walczy o bycie w centrum, tak że przy 10 osobach próbujących zabłysnąć dowcipem robi się straszny hałas. Pamiętam jak sam taki byłem. Pamiętam Woodstock w 1995. Jechaliśmy całą grupą, z punkowcami z Oświęcimia. Ciągle byliśmy pijani, a w którymś momencie udało nam się zamknąć w WC i nawąchać rozpuszczalnika. Do tego ciągły hałas, przesadny śmiech, śpiewanie piosenek KSU i Dezertera. Wszystko to w jakiejś desperacji i niepokoju. Bycie nastolatkiem to nie jest łatwa sprawa.

Ciężko w takim upale, w pociągu o głębsze refleksje. Mogę powspominać.

Woodstock w Szczecinie Dąbiu, w 1996. To był ciężki rok dla mnie. Poczucie chaosu coraz bardziej zatruwało mi życie. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynałem się bać, że wszechświat jest tylko bałaganem, przypadkowym ścieraniem się energii, bez żadnego sensu, żadnej wyższej siły ponad tym wszystkim. W końcu nadszedł taki moment, że naprawdę się wystraszyłem. Z dwa tygodnie przed Woodstockiem na jakimś zlocie młodzieży wdałem się w bójkę ze skinheadami i zatrzymała mnie policja. Spędziłem noc na izbie zatrzymań, gdzie policjancie zlali mnie na kwaśne jabłko. Tego samego wieczoru znów się naćpałem, schlałem, zadawałem blisko z nieznajomymi dziewczynami, aż wreszcie uciekłem do parku. Zacząłem czuć, że rośnie we mnie coraz głośniejszy krzyk, który wreszcie wybuchnął na zewnątrz. Nie wiem czy ktokolwiek mnie usłyszał w panującym tam chaosie. Dla mnie był to moment dotknięcia dna. Następnego dnia wróciłem do domu. Wiedziałem jedno- coś się musi zmienić, albo normalnie zwariuję, stoczę się, sam nie wiem. Miałem wtedy 20 lat. Po kilku dniach wylądowałem na Woodstocku. Nie byłem już duszą towarzystwa. Siedziałem sam z butelką wina i rozpuszczalnikiem, próbując jakoś przytłumić ten krzyk, który od tamtej nocy w parku nie chciał ucichnąć.

Kiedy teraz to czytam, widzę jaka to psychodeliczna i żałosna historia, ale dokładnie tak się to odbyło.
I co się stało wtedy?

Tom patrzący na mnie ze współczuciem
„Chodź coś zjeść
Krisznowcy przyjechali.”

Czemu nie?
Mogę przecież wyjść na chwilę z namiotu.
Woreczek z rozpuszczalnikiem w kieszeni,
opuszczona głowa…

To było pierwszego dnia Woodstocku. Zostałem wtedy w Pokojowej Wiosce Kryszny na stałe. Boże, jaka to była ulga. Poczułem się, jakbym wreszcie wynurzył się na powierzchnię wody, jakbym przestał tonąć. Wszystko w środku zaczęło działać normalnie. Cicha euforia. Siedziałem po prostu w kącie i słuchałem i patrzyłem. Wykłady sannyasinów, tańce, pantomima, prasadam. Bałem się stamtąd wyjść nawet na chwilę, żeby przypadkiem wszystko to nie zniknęło jak sen. Występ Celibat Lovers na dużej scenie był momentem kulminacyjnym. Stałem wśród tłumu, nawet nie tańczyłem, tylko patrzyłem na bhaktów, obrazy z Kryszną, próbowałem z nimi śpiewać i w pewnym momencie zacząłem płakać. Zalałem się łzami. Poczułem, że udało mi się wrócić na ścieżkę bhakti. Niesamowite uczucie. Przede wszystki wdzięczność i ulga. To było mocne.

Rok później. Świątynia w Krakowie, pokój sadhu na Podedworzu, jedyne miejsce z telewizorem i odtwarzaczem video w świątyni. Niedziela po południu, lekka chandra, brahmacarińskie rozterki. Włączyliśmy film z zeszłorocznego Woodstcoku, żeby trochę się rozerwać, w granicach tego, na co mógł sobie pozwolić brahmacarin. Koncert Prahlada na dużej scenie. W pewnym momencie ktoś woła: „Hej Marcin, to nie jesteś przypadkiem ty?” Faktycznie. Kamera zbliża się coraz bardziej w moją stronę, aż wchodzi zbliżenie twarzy. Wątły chudzielec z długimi włosami, wpatrzony w bhaktów, ocierający łzy z brudnych policzków.

Przypomniałem sobie dlaczego tam jestem i dlaczego warto przetrwać świątynne smutki.

Kryszno. To ja, Twój upadły sługa. Odmówiłem dziś łyka wina, którym poczęstował mnie sympatyczny chłopak. Zrobiłem to, ponieważ nie chciałem się od Ciebie odcinać. Wiedziałem, że jeśli to zrobię, będzie mi już zbyt głupio, żeby intonować dziś Twoje imię, albo czytać pamiętnik SDG. Mam nadzieję, że ten mały krok w Twoim kierunku jakoś się liczy. Przypomniałem sobie dzisiaj, jak pierwszy raz w tym życiu poczułem Twoją obecność. Zrobiło mi się lepiej. Czasami boję się, że kiedy umrę i dostanę nowe ciało, mogę znów się zgubić i nigdy już nie spotkać Twoich wielbicieli. To by było niewesołe. Ale to wspomnienie pozwala mi wierzyć, że jednak nie pozwolisz mi się zgubić, tak samo jak w tym życiu, kiedy pokazałeś się w momencie, w jakim najbardziej Cię potrzebowałem.

Zmęczenie bierze górę, rozsypują się myśli. Koniec skupienia. Byle jakoś dotrwać do rana.

18:52

Raczej nie dojedziemy na 2:30. Co kilkanaście minut jakiś ciołek zrywa hamulec bezpieczeństwa. Od samego początku nastawiłem się jednak na przetrwanie i tolerowanie wszystkiego co mnie spotka po drodze i na samym Woodstocku, tak że jestem spokojny. Myślę, że jak na razie, w miarę dobrze udaje mi się zachować wewnętrzną ciszę.

Czas na jabłko i ciacho.

19:45

Problemy. Możliwe, że nasz pociąg będzie musiał zawrócić do Bielska. Podobno jakiś dzieciak próbował się zabić… Gwizdek! A jednak jedziemy dalej.

Powietrze odświeżyło się po deszczu. Przed chwilą lało jak z cebra. Mam nadzieję, że poleje też w Kostrzynie, nie byłoby tyle kurzu.

Czy to idealne miejsce dla gentelmana? Pewnie nie, ale czy w ogóle jest takie gdzieś? Wszyscy szukamy drogi i wcale nie jest łatwo znaleźć w tym wszystkim jakiś sens. Nic dziwnego, że człowiek się buntuje i zasłania swój strach arogancją i buńczucznością. Wszyscy jesteśmy tacy sami.
Przed WC spotkałem chłopaka z koralikami tulasi na szyi. Wyglądał spokojnie i sympatycznie. Też popatrzył na moje korale i później przez chwilę patrzył na mi badawczo w oczy, ale nie odezwaliśmy się do siebie. Koraliki Tulasi można teraz kupić wszędzie.

Nasz kącik ma braminiczny nastrój. Każdy z nas z jakąś książką, albo dziennikiem. To chyba jedyne takie miejsce w całym pociągu. Przechodzące co jakiś czas dzieciaki patrzą na nas ze zdziwieniem i politowaniem. Tulasi też pisze w swoim dzienniku. Chciałem, żeby sprawdziła ten nowy zespół reggaowy, który ostatnio skądś ściągnąłem (Danny I), ale powiedziała, że teraz pisze do Kryszny i że nie chce tego z niczym mieszać.

Dobrze jest tak jechać przez coraz gęstszy mrok, wiedząc, że ktoś obok modli się do Kryszny. W słuchawkach rasta-bhakta modli się do Jah. Śpiewa, żeby nigdy nie zapominać o Bogu, żeby zawsze w naszym sercu płonął ogień miłości do Jah. Nie pozwólmy mu zgasnąć.

Ktoś znowu zerwał hamulec. Szkoda mi starszych panów-konduktorów, którzy muszą biec co chwilę na drugi koniec pociągu. Dzieciaki, dajcie spokój.

Czerwona światła coraz bardziej widoczne w zapadającym zmierzchu. Mijamy odrapane budynki kolejowe, gęste sieci torów, brzozy, las. Cieszę się, że udało mi się wejść na wyższą wibrację. Ciało ciągle jest zmęczone, ale mi, siedzącemu w środku tego ciała jest dobrze. Udaje mi się widzieć troche więcej niż zwykle. Dwóch starych kolejarzy, w odblaskowych kurtkach, których mijamy właśnie powoli. Siedzą na ławce i palą papierosy, wyglądając staro i zmęczenie. Tak daleko od domu.

Nie wydaje mi się, że powinniśmy odcinać się od tzw. „niewielbicieli”. Jesteśmy tacy sami i jedyna różnica jest taka, że ktoś, kiedyś poczuł do nas współczucie i nam pomógł. Myślę, że mam do spłacenia jakiś dług. Wiem, że najpierw powinienem pomóc sobie, szczególnie, że nie jest za dobrze. Próbuję. Ale chcę być też z innymi. Nie chodzi mi o nachalne nauczanie. Często w ogóle nie mówię z kimś bezpośrednio o Krysznie. Trzeba być szczerym w ofiarowywaniu siebie i w naszym szacunku wobec innych. Takie podejście zadziała na czyjeś serce. Tak jak z Nickiem na Camino de Santiago. Nigdy nie próbowałem mu niczego narzucać, po prostu byłem sobą, nic nie ukrywałem, nie maskowałem swoich wad. W końcu po jakichś dwóch tygodniach sam zaczął pytać o co chodzi w tej świadomości Kryszny, co mnie w niej pociąga, itd. Parę dni temu dostałem od niego email, a którym ogłasza z dumą „Zostałem wegetarianinem!” O mało co się nie rozpłakałem. Facet ma koło pięćdziesiątki i zmienia swoje życie.

Późno się zrobiło. Cisza to byłaby teraz rozkosz, ale mam do wyboru tylko muzykę z mp3jki, albo ochrypłe głosy „śpiewające” punkowe piosenki. Tak na marginesie, mam wrażenie, że punk bardzo zszedł na psy. Z muzyki studentów i bohemy stał się muzyką… nie wiem, ale te teksty śpiewane przez dzieciaki, to kompletne prostactwo. Punk wszedł pod strzechy i to był jego koniec :) .


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Woodstock 2008 - z dziennika smutasa:)
PostNapisane: 3 gru 2008, o 09:51 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 lip 2007, o 12:06
Posty: 264
31 lipiec

około 11:00

Dojechaliśmy przed siódmą, czyli z kilkugodzinnym opóźnieniem. Pierwszy raz od Camino miałem okazję oglądać wschód słońca. W nocy udało mi się nawet przespać parę godzin, nie było zbyt wielkiego tłoku. Rano, po rozbiciu namiotu zorganizowałem półtoralitrową butelkę po wodzie i wziąłem pełen prysznic w zimnej wodzie. Rokosz. Na śniadanie poszliśmy na ruskie pierogi i pieczone ziemniaki, ale to był ostatni raz jak tam jedliśmy. Raz, że drogo, dwa- za dużo mięcha dookoła i nie wiem na ile to jedzenie jest czyste. Będziemy stołować się u bhaktów. Pół godziny temu otwarli Pokojową Wioskę Kryszny (od teraz PWK). Zrobiliśmy z Tulasi pierwszy obchód. Prawie nikogo nie znamy. Wszyscy mówią po rosyjsku. Ze znajomych spotkaliśmy Acyutę, z którym jedyny kontakt polega na jego próbie sprzedania nam książki i naszej odmowie, która gasi jego zainteresowanie nami. Co zrobić, taki już jest, nie chowam urazy.
Obrazek

Tulasi powiedziała, że zawsze ciężko jej jest wejść pierwszy raz do PWK, ponieważ od razu czuje silny podział na „my i oni”.

Nie chcę narzekać. Gdyby nie bhaktowie, pewnie w ogóle nie chciałoby mi się tutaj przyjeżdżać. Będę próbował wejść w duchowy nastrój. Przecież nie wierzę już w utopię, dlaczego więc dotykają mnie pewne rzeczy? Świadomość Kryszny tu jest, nawet jeśli czasami jest trochę przykryta. Bhaktowie rozdają prasadam. Pan Jagannatha, Baladeva i Subhadra siedzą na wozie, czekając na Ratha-yatrę. Rama Acyuta rozprowadza książki Śrila Prabhupada. Magia jest w powietrzu, trzeba się tylko do niej dostać. Może, któregoś z tych dni, ktoś inny, tak jak ty przypomni sobie Krysznę. I kiedy on będzie widział światło, każde słowo będzie dla niego śpiewem, a każdy krok tańcem, ty będziesz dostrzegał tylko obojetność, chłód, czy biegających w pasji bhaktów? Z kim będzie coś nie tak? Z nim, czy z tobą?

Kryszno, pozwól mi dostroić się do Twojej melodii. Jestem tak bardzo przykryty, że moje oczy widzą tylko odbicie prawdziwych rzeczy. Pozwól mi zobaczyć co dzieje się naprawdę. Jak wibrująca dookoła transcendencja wlewa się w serca ludzi.

To co mówię jest trochę nawiedzone? Możliwe, ale nie chcę utknąć w trywialności. Ostatnie kilka dni przeprowadzam eksperyment; na ile mogę zbliżyć się do Kryszny, jeśli znów będę robił szczery wysiłek. Potrzebne jest do tego laulyam, czyli silne pragnienie łaski Kryszny, ale skoro go nie mam, mogę przynajmniej się o nie modlić. Modlić się o doświadczenie transcendencji, tak jak na początku, kiedy każdą rundę mantrowało się z nadzieją, że w którejś z nich Kryszna musi się w końcu objawić.

16:17

Siedzimy całą paczką w PWK, która w tym roku przechrzciła się na Małe Indie. Dziesięć metrów od nas stoi Hari Śauri Prabhu. Sługa Śrila Prabhupada przez ostatnie dwa lata jego życia. Kawał historii w tak małej osobie. Ciekawe, gdzie ja będę za 30 lat. Jaką historię będę miał do opowiedzenia.

Za chwilę na scenie ma wystąpić grupa teatralna, ze sztuką o Bhagavad-gicie, w reżyserii Bhakti Margi Swamiego. Mam nadzieję, że to będzie dobre; Ania bardzo zainspirowała się do tego przedstawienia…

Długi wstęp muzyczny i dźwięk konch… Bhaktowie w czarnych strojach. To chyba spotkanie wojsk Kaurawów i Pandawów… Chyba jednak nuda. Ciężko zrobić przedstawienie z Gity. Nie ma tam zbyt dużo akcji… Hmm, powoli się rozkręca. Moment z czerwonym samochodem ma trochę dynamiki. Trzeba by to jednak dopracować. Widać, że bhaktowie pracowali nad tym tylko trzy dni. Gdyby mieli na to więcej czasu to może… Przydałby się prawdziwy aktor i reżyser, jak np. Sirna z Krakowa. Kiedy on brał się za reżyserowanie, to spokojnie mogliśmy wystawiać jego sztuki na jakimś konkursie… Fragment z formą kosmiczną zbyt histeryczny. Ania mówi, że jeśli nie wie się nic o Krysznie to można się Go przestraszyć. Ma rację. Po co, szczególnie na programie otwartym skupiać się na przerażającym aspekcie Kryszny?

Eh, nic nie poradzę, kiepścizna. Rozumiem wysiłek wielbicieli itd., ale nie można zniechęcać ludzi czymś takim. Kończę relację z przedstawienia.

Trochę później.

Ramana Reti Prabhu robi mi horoskop.

Będę musiał później jakoś uporządkować moje notatki z horoskopu. To był naprawdę miły akcent po przedstawieniu, które wyprowadziło mnie trochę z równowagi. Ramana Reti to miły i personalny wielbiciel. Przemyślę później wszystko, czego się od niego dowiedziałem. Mieliśmy trochę problemów z porozumiewaniem się, ale jakoś nam się udało łamanym angielskim i rosyjskim. Ciekawe było to, że rzeczy, które powiedział, zgadzały się bardzo blisko moimi rozkładami Tarota i z czytaniami chiromantycznymi, które kiedyś robiła mi Tulasi. Podobało mi się jak szczerze próbował nakierowywać mój horoskop na służbę oddania i służenie Waisznawom, bez nahalności i zniekształcania informacji. Od bhaktów prosił tylko o dotację. Najpierw planowałem zostawić mu 20 złotych, ale po 40 minutach z czystym sumieniem zostawiłem 40.

Za chwilę na scenie zaczyna się występ jakiegoś zespołu. Ahimsa- grupa niemiecko-szwajcarsko-indyjska. To może być fajne. Dosyć długo się stroją. Widzę table, mrdangę, skrzypce indyjskie i gitarę, która brzmi trochę jak sitar.

21:50

Leżę już w namiocie. Tulasi i obie Anie poszły jeszcze poskakać przy Village of Peace (które teraz nazywa się jakoś inaczej), ale mi się chciało poleżeć i poczytać choć przez chwilę książkę. Lubię leżeć w namiocie, w środku takiego zamieszania i hałasu. To uczucie podobne jest do radości z bycia w suchym i przyjemnym pokoju, kiedy za oknem szaleje burza z piorunami, Jesteśmy rozbici dosyć blisko PWK, tak że mogę ciągle słyszeć muzykę i udaje mi się nawet rozpoznać niektóre piosenki.

Spotkałem dziś Mucukundę., który po pięciu latach wrócił z Indii i Viśvarupę, zachowującego się jak pełen energii młodzieniec. W południe wpadłem też na Madhava. Przywitaliśmy się z uśmiechem, poznał mnie ze swoją narzeczoną; bardzo miła i ładna dziewczyna. Myślę, że pomimo naszej „historii” bylibyśmy w stanie bardzo dobrze dogadać się z Madhavem w realu. Niestety Vrinda to nasz jedyny środek komunikacji, a doświadczenie pokazuje, że ciężko jest nam tam dojść do porozumienia.

Miło wspominam też rozmowę z Atimartią. Widzimy się bardzo rzadko, raz na kilka lat i tak naprawdę nie łączy nas żadna historia, ale czujemy do siebie sympatię. Za każdym razem, kiedy się na siebie natkniemy, mamy moment szczerej i serdecznej rozmowy. Fajny z niego gość. Bardzo bezpośredni i szczery, a to dla mnie najważniejsze.

Wszystko byłoby super, gdyby nie wciskający się wszędzie pył. Mam nadzieję, że jutro będzie lało. Uniknęlibyśmy w ten sposób pyłu, a przed deszczem można przecież uciec do namiotu, albo do PWK.
Przepraszam Bhakti Margę Maharaja, że tak skrytykowałem jego przedstawienie, ale to było naprawdę kiepskie. Ciągle jednak mówił o Krysznie, a to jest przecież najważniejsze, nawet gdy szwankuje forma.
Poczytam jeszcze SDG, w świetle latarki i pewnie zaraz zasnę. Haribol.

Obrazek


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Woodstock 2008 - z dziennika smutasa:)
PostNapisane: 3 gru 2008, o 09:54 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 lip 2007, o 12:06
Posty: 264
1 sierpień
7:35

Wyintonowałem swoje żebracze cztery rundy. Czasami słuchałem, a czasami nie, jak zwykle. Zapowiada się kolejny, gorący dzień i raczej nie ma co oczekiwać deszczu. Robi się coraz gęściej od namiotów i wydaje się , że większość ludzi przyjedzie dzisiaj. Kiedy mam swój kąt, to dobrze się czuje wśród takiej ilości ludzi. Lubię ruch i świadomość możliwości nieograniczonej liczby interakcji z innymi. Innymi słowy- wszystko się może zdarzyć. Pewnie dlatego wolę miasto od wsi. Wcale nie z powodu udogodnień, kin, czy sklepów, ale właśnie z powodu ludzi.

Tulasi wróciła wczoraj chyba po północy. Najpierw z Aniami były na koncercie dawnego VOP, a później z dwie godziny tańczyły w kirtanie Bhakti Brindy Govindy Maharaja. Pamietam, że miałem kiedyś jego kasetę i bardzo ją lubiłem. Maharaja ma talent do kirtanów.

Dużo myślę o wczorajszym horoskopie. Potwierdził wiele rzeczy, o których myśłałem wcześniej. Prawdziwe spełnienie mogę znaleźć działając zgodnie ze swoją naturą, która, według znaków na niebie i ziemi na pewno nie jest mieszanie w garach. Powinienem w jakiś sposób uczyć, wpływać na innych słowami. Równocześnie mam potencjał do sztuki. Jedyne co przychodzi mi do głowy to pisanie. Mam pomysł, inspirację, wsparcie gwiazd, ale brakuje mi wiary w siebie. Nie wydaje mi się, żebym umiał dobrze pisać. Kiedy czytam prawdziwych pisarzy i widzę jak dobrze grają językiem, zdaję sobie sprawę jak marne są moje próby. Rozumiem, że mógłbym się rozwinąć, poprawić warsztat, włożyć w to całą swoją energię, ale jak mam to zrobić mając na głowie walkę o ekonomiczne przetrwanie, które leży mi na wątrobie prawie 24 godziny na dobę? No ale ta sytuacja też przecież kształtuje moją osobowość i dzięki niej mam więcej rzeczy do pisania.

Jak napisać wiersz na Woodstocku, o dziesiątej rano, z pustym żołądkiem? Spróbuję. Bądź mężczyzną i nie marudź. Jeśli nie przychodzi ci do głowy nic makrokosmicznego rozejrzyj się po mikrokosmosie…

Nic?

Tulasi powiedziała,
że nawet jeśli wszystko
byłoby lepiej zorganizowane;
żadnych czarnych strojów
i jazzowej muzyki
w sztuce o Gicie
i jeśli bhaktowie byliby
bardziej otwarci do ludzi
to może jednak nic by to nie zmieniło-
młodzież jest teraz zainteresowana tylko zabawą
ma w dupie dociekania o życiu…
Wiem dlaczego może tak myśleć
sam to widzę,
ale nie do końca.
Gdzieś tam w tłumie
błąkają się Poszukiwacze.

Obrazek

12:00

Próbuję wciągnąć się w bhajan, ale chyba za bardzo myślę o tym co będę pisał, tak że nic z tego, nawet chociaż to słodki bhajan, ze skrzypcami, klarnetem, dwoma dziewczynami w chórkach. Właśnie startuje Ratha-yatra, ale nie chce mi się podnosić. Wole posiedzieć tutaj, w PWK i spróbować skrobnąć parę słów, szukając Kryszny.

Szukając Kryszny? Przecież właśnie odjeżdża na wozie, a ty powiedziałeś, że nie chce ci się wstawać… Przecież wiesz o co mi chodzi. Zresztą tutaj też jest Kryszna, w formie świętego imienia i co z tego? Co bym nie robił, jestem daleko od Niego. Nawet jeśli stałby metr ode mnie i tak musiałbym Go poszukać. To droga po bezdrożach „wewnątrz”. Zrobiła mi się tam taka plątanina, że nie wiem jak z niej wybrnąć. Dlatego piszę i modlę się. Nie łudzę się, że uda mi się wydostać w tym życiu, ale nie o to mi teraz chodzi. To co chcę osiągnąć, to spokój wynikający z pogodzenia się z faktem, że jestem bardzo daleko od celu i muszę zaakceptować swoja pozycję.

Waisznawa prowadzący bhajan zaczął śpiewać na jedną z moich ulubionych melodii. Tak mógłby to zaśpiewać tarotowy Głupiec przemierzający beztrosko i smutnie nieznane ścieżki…

Dawno nie myślałem o Tarocie. Dziś i wczoraj. Wczoraj kiedy Ramana Reti czytał mój horoskop zapytałem go o moje ostatnie życie i czy ma ono jakiś związek z niepokojem, który męczy mnie w tym wcieleniu. Odpowiedział, że byłem oficerem wojskowym i w walce zabiłem wiele osób, które przeklnęły mnie w swoim bólu, dlatego teraz wraca do mnie ich strach i cierpienie. Przypomniałem sobie układ Tarota sprzed kilku miesięcy, kiedy spytałem karty o swoje poprzednie życie. Powiedziały mi to samo; byłem ksatryą i ostatecznie zginąłem w bitwie, zostawiając kochającą żonę i dzieci. Z Tarotem jest tak, że czasami się nie klei, ale innym razem karty praktycznie nie pozwalają na żadną inną interpretację, niż ta jedyna. Karty mówią do ciebie (oczywiście nie dosłownie, ale na pewnym niewerbalnym poziomie, kiedy udaje się wejść w kontakt z Anima Mundi). Tak było w przypadku tamtego rozkładu.

Doleciał mnie silny zapach haszyszu i od razu usta napełniły mi się śliną. Dwóch chłopaków o błędnym wzroku kopci fajkę. W jakiś sposób czuję się przyciągany, lubię działanie haszu, ale w tym samym czasie wiem, że na pewno nie chciałbym teraz zaczadzić swojej świadomości. Byłbym wtedy znów sam. Tzn. teraz też jestem sam, ale jestem też kompletnie otwarty na częstotliwość Kryszny. Tak jak wielkie anteny NASA wyczekujące na przekaz od obcej inteligencji- ciągle gotowe, przeczesują przestrzeń kosmiczną. Po trawie wprawdzie czuję się zrelaksowany, rzeczywistość jest ciepła i przyjemna, kontury wygładzone, dźwięki melodyjne, ale jestem wtedy odcięty. Rzeczywistość staje się kompletnie nieobiektywna; choć zmysły postrzegają zewnętrzną rzeczywistość, to zostaje ona tak bardzo przetworzona, że nie pozostaje w niej zbyt wiele z obiektywności. Nie wiem, czy jestem w stanie dobrze to wyjaśnić. Chodzi o to, że ganja pozwala na „wolność” wewnątrz umysłu, ale odcina kogoś od duchowości. Próbowałem mantrować po paleniu i było to jak uderzanie głową w gruby mur.
No więc trzymam się z daleka od uśmiechniętych błogo chłopaków. Jeszcze trochę popróbuję nasłuchiwania przestrzeni kosmicznej. Może gdzieś tam leci sygnał, wysłany specjalnie do mnie. Warto zaczekać. (Myślisz, że usłyszysz coś więcej, niż święte imię, które rozbrzmiewa dookoła?)

Bhajan przejął Bhakti Marga Swami. Widać, że to facet z osobowością. Bardzo dynamiczny i wpływający swoją energią na wszystkich dookoła. Wydaje się, że dziewczyny z chórków przyzwyczajone do romantycznych melodii turowych nie dają rady dotrzymać mu kroku. Wyglądają jak obudzone ze snu księżniczki.

13:40

Jednak dołączyłem do Ratha-yatry i pomogłem w ciągnięciu wozu Pana Jagannatha.

Obrazek
Obrazek

Pomyślałem sobie coś takiego; gdyby przeciętny, „normalny” człowiek wszedł tutaj, na teren Woodstocku, byłaby to dla niego dzicz, efemeryczny twór pełen dziwnie ubranych ludzi, religii, odurzenia i brudu. Taka osoba, z ulga wróciłaby do swojego uporządkowanego świata. Gdybyśmy jednak mieli maszynę czasu, dzięki której moglibyśmy oglądać zmieniające się epoki, ideologie, marzenia, religie, wyglądałby to tak samo – koczowniczy obóz, w którym nic do siebie nie pasuje i nie wiadomo jakim cudem trzyma się to jeszcze kupy. Mędrcy tak muszą postrzegać Kali-yugę.

Jestem zamknięty w małym świecie swoich zmartwień, uważając się za centrum wszechświata, gdy tymczasem to wszystko jest zmienne i nieznaczące. Jeszcze parę lat i moje życie będzie wspomnieniem. trochę więcej i upadną obecne imperia, a powstaną nowe, w końcu umrą wszechświaty, żeby wkrótce powstać na nowo. Zdaję sobie sprawę, że nie da się żyć myśląc o tym bez przerwy, ale czasami dobrze jest sobie to przypomnieć, chociaż na chwilę. Modlitwa do Kryszny staje się wtedy łatwiejsza. Jak można nie modlić się szczerze, kiedy ktoś zda sobie sprawę, że jest tylko znikomym pyłkiem rzucanym przez wiatr?

Jeszcze jedna obserwacja związana (w pewnym sensie) z Bhakti Margą Maharajem. Kiedyś, kiedy spotykałem jakiegoś Swamiego, guru, czy w ogóle starszego Waisznawę, od razu obdarzałem go automatycznym zaufaniem, bez względu na pierwsze wrażenie, odczucia itd. Teraz jest inaczej. Spotykając kolejnego Swamiego, najpierw czuję duży dystans i dopiero z czasem, słuchając tego jak mówi i jak się zachowuje, jestem w stanie obdarzyć go zaufaniem. Do pewnego stopnia żałuję utraconego „dzieciństwa”… Ok., pisałem, że już nie jestem utopistą. Dobrze jest być ostrożnym i podejmować swoje decyzje w oparciu o serce wzmocnione rozsądkiem.

Śridhara Maharaja zwykł mówić „suspection leads to suspension”, czyli „podejrzliwość prowadzi do zawieszenia”. Chodziło mu o to, że jeśli będziemy ufali tylko rozsądkowi, odrzucając głos serca i wątpiąc we wszystko, czego nie możemy bezpośrednio sprawdzić, nie będziemy mogli doświadczyć postępu duchowego. Myślę, że jak na razie udaje mi się zachować umiar.

18:24

Niesamowity bhajan bhaktów z Manipur. Prowadzi jakiś starszy Waisznawa, którego widziałem wcześniej zbierającego śmieci w PWK. Śpiewa stare oryginalne melodie, których wprawdzie nie da się powtórzyć, ale są tak piękne, że mógłbym siedzieć tu godzinami. (Przysięgam, że nie mają tu nic do rzeczy, piękne, manipurskie bhaktinki śpiewające w chórkach ;)

Poderwał się nawet jakiś pijany chłopak, który teraz wywija krakowiaka w samych majtkach… Dobra, bez żartów. Może to i wygląda groteskowo, ale w tym momencie Kryszna woła do niego osobiście. Skacze jak szalony, z wyrazem desperackiego skupienia na twarzy, klaszcząc w dłonie i przytupując do rytmu. Nie wie za bardzo co to za pieśń i nie zdaje sobie sprawy, że bierze właśnie udział w spełnianiu sankirtana jayni. Pamiętasz jak ciebie Kryszna zawołał pierwszy raz w tym życiu? Też byłeś pijany i też tańczyłeś w ekstazie. po kilku lat Atmaji powiedział mi, że widział mnie wtedy, jak tańczyłem i myślał, że jestem szalony…

Bhaktowie też tańczą, tzn. jeden entuzjasta. Właśnie próbował zawołać swojego przyjaciela, który nieśmiało kiwa się przy wejściu do namiotu. Kiedy zobaczył, że ten drugi go woła, zawahał się przez chwilę i lękliwie rozejrzał dookoła, ale nie zdecydował się dołączyć do kolegi.
Miło to wyglądało. Nie wiem dokładnie jak to opisać. Jeden z tych małych momentów, które na pierwszy rzut oka nie mają znaczenia, ale jednaka mają.

21:40

Ju ciemno i piszę przy świetle lampy obok namiotu-świątynki. Cudowny moment. BB Govinda Swami prowadzi słodki i żywiołowy bhajan. Namiot pełen jest tańczących w ekstazie ludzi. Każdy ma na twarzy wielki uśmiech, wszyscy cieszą się i śmieją, czując jak święte imię wchodzi do ich serc. Mógłbym myśleć, że po prostu wciągnął ich radosny nastrój i to też jest po części prawdą, ale wiem, że to coś więcej. Kryszna tu jest. W tym momencie jestm najbliżej Niego, jak do tej pory.

Obrazek

Rytm jest coraz szybszy. BB Govinda Maharaja i Indradyumna Maharaja siedzą na scenie, a na ich twarzach widać intensywne skupienie i radość. Bhaktinki co i rusz wyciągają z tłumu stojącego na zewnątrz kirtanu nowe osoby i wciągają je do tańca. Przed chwilą porwały tak Anię.
Ze środka wyszedł rozanielony Madhav i powiedział mi, żebym napisał, że to był miód.
Melodia zwolniła. BB Govinda Maharaja intonuje nostalgiczną melodię, „na dobranoc”, a ludzi, którzy jeszcze przed chwilą skakali jak szaleni, teraz kołyszą się powoli z rękoma podniesionymi do góry.
W takim momencie mogę wybaczyć PWK wszystkie niedociągnięcia. Bez świętego imienia Woodstock byłby martwym miejscem. Kilkaset metrów dalej mogę widzieć łunę bijącą od dużej sceny, skąd dobiega grzmot jakiejś metalowej muzyki. Muzyki bez Kryszny. Cieszę się, że jestem tutaj, na tej małej, „nieprofesjonalnej” wysepce, gdzie garstka Waisznawów szczerze intonuje imiona Kryszny.

Obrazek

23:00

Wczesna godzina jak na Woodstock, ale już wymknąłem się do namiotu i przygotowuję do spania. Opłukałem nogi z kurzu, żeby nie zapaskudzić śpiwora i próbuję spisać jakieś podsumowanie dnia. Ostatni kirtan naprawdę miał moc. Napisałem, że jak do tej pory, to najbliżej Kryszny, jak udało mi się być, ale nie chodziło mi o to, że to ja osobiście czułem się blisko Kryszny. Wiedziałem, że On tam jest, ludzie Go czują, ale mi nie udało się wyjść poza bycie widzem. Próbowałem, ale im bardziej starałem się wejść w kirtan i taniec, tym bardziej odzywały się moje anarthy. Nic nie mogłem z tym zrobić, tylko zazdrościć innym, którzy doświadczali, tego, jak to określił Madhav miodu. Co zrobić, nie udało się. Dobrze chociaż, że mogłem być widzem i wszystko opisać.

Spotkałem dziś Viśvarupę. Miły akcent dnia. jest szczęśliwy i spokojny. Rozmawiając z nim o świadomości Kryszny ma się wrażenie, że to coś prostego, lekkiego i naturalnego. Niesamowity Waisznawa. Pamiętam go jeszcze ze świątyni, kiedy opiekował się mną na sankirtanie. Jedynie z nim nie miałem problemów. Automatycznie chciałem mu służyć i robiłem to z radością i bez oporów. Nie to co ze Śyamasundarem, albo Kryszna Namem. Choć są to fajne chłopaki to nie nadawali się do tego.
Porozmawialiśmy trochę o jego nauczaniu. Niedawno kupił żaglówkę i z dwoma innymi wielbicielami pływali po Polsce i robili programy w potach. W momencie, kiedy zgodnie ze swoją bramińską naturą, zdecydował się całkowicie poświęcić nauczaniu, pieniądze zaczęły pojawiać się automatycznie, bez żadnego wysiłku z jego strony.

Obrazek

Opowiedziałem mu trochę o Camino de Santiago i że myślę o napisaniu o tym książki. O czym jeszcze mówiliśmy? Acha- chwalił sobie bardzo wielbienie Śila. Powiedział, że odkąd zaczął regularnie czcić Bóstwa, materialne pragnienia przestały go gnębić.
Cieszę się, że mogłem z nim porozmawiać. Kiedy go spotykam, jestem zawsze pewien, że udało mi się doświadczyć intensywnej sadhu-sangi.

To chyba ostatni zapisek z dzisiejszego dnia. Cieszę się, że udaje mi się tyle pisać i cały czas czuję do tego inspirację. Może nawet przesadzam, bo gdzież pisać w kirtanie. Niektórzy patrzyli na mnie jak na dziwaka. Poczytam jeszcze trochę SDG przy latarce i podkładzie z death metalowej muzyki :).


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Woodstock 2008 - z dziennika smutasa:)
PostNapisane: 3 gru 2008, o 09:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 lip 2007, o 12:06
Posty: 264
2 sierpień

około 11:00

Upały się skończyły. Niebo jest całkowicie zachmurzone i co jakiś czas pada. Mama powiedziała mi przez telefon, że całą zachodnią Polskę czekają burze.

Leżę w piachu, w PWK. Na śniadanie zjedliśmy po talerzu prasadam (ryż, dal z kostką sojową, papadamy i halava). Pierwszy raz ktos rozpoznał w nas bhaktów i nie policzono nas za jedzenie. To chyba przez to, że Tulasi ubrała się w spódnicę i założyła arafatkę jak czadar.

Czuję duży spokój. Sam nie wiem skąd to. Zawsze kiedy ślizgam się po powierzchni i bez refleksji, zaczynam czuć coraz większy niepokój, a interakcja ze światem zewnętrznym staje się męcząca i sucha. Dopiero kiedy tak, jak ostatni tydzień, czy dwa poświęcam więcej czasu na pisanie i modlitwę, przestają mnie przytłaczać zewnętrzne okoliczności i udaje mi się patrzeć filozoficznie na przeciwności z którymi muszę się borykać. Będę próbował utrzymać ten zwyczaj pisania, jak najdłużej się da.

Obrazek

Na scenie przygotowuje się do grania jakaś grupa bhajanowa. Nie widziałem, żeby grali wcześniej. Główną prowadzącą będzie chyba dziewczyna. Bardzo ładna o bałkańskich rysach twarzy. Stawiałbym na Chorwację. Jednak lepiej skupić się na świętym imieniu, a nie na ładnej buzi. Fajnie byłoby dla odmiany doświadczyć szczęścia duchowego. Ile warte jest przemijające piękno prakrti? To też energia Kryszny, ale przecież studiuję ją już od tak dawna, że chyba można by ruszyć już dalej; więcej już i tak z niej nie wycisnę…

Obrazek

Nieźli są, naprawdę. Prawdziwi muzycy. Zaczęli śpiewać jedną z moich ulubionych pieśni „Jaya Radharamana Hari bol”, kiedyś hit w naszej świątyni. Popłynę trochę.

13:30

Vraja w rytmie techno
Złociste tancerki
opowiadają pradawne historie
o nocnym spacerze kochanków
nad rzeką, wśród zarośli,
w wieczności.

Obrazek

Zdecydowałem się na kupno „Dewolucji człowieka” Michaela Cremo. Utargowałem z 40 do 35 złotych :) i jestem już w połowie wstępu. Lubię tego rodzaju książki. Podoba mi się, jak wykształceni Waisznawowie ucierają nosa aroganckim materialistom.

14:15

Musiałem usiąść sobie gdzieś z boku, trochę poza wszystkim, w ciszy. Zbyt to wszystko intensywne jak na mnie. Ratha-yatra, kilka bhajanów na raz, setki ludzi. Muszę chwilę odetchnąć.

Zwalniam tempo w pisaniu. Czyżbym już wyczerpał woodstockową wenę? Nie wiem. Pisanie to jest wysiłek i większość czasu muszę się zmagać, żeby wejść głębiej do środka, tam gdzie coś się dzieje, coś na głębszym poziomie. No to dokopuj się brachu, próbuj, nie pozwól rzeczywistości pozostać płaską. Jeśli nie możesz wejść głębiej, po prostu rozsyp na papierze graść słów i zobacz gdzie cię zaprowadzą…

… Znalazła mnie Tulasi i poszliśmy do Woodstockowej kafejki internetowej. Żadnych ważnych maili oprócz Daniela, który jednak nie przyjeżdża i Karoliny, która życzy nam dobrej zabawy. Wysłałem krótkiego posta o Woodstocku na Vrindzie i znów wylądowaliśmy w PWK. Czekamy w dużym namiocie, aż przestanie padać, żeby móc stanąć w kolejce po jedzenie. Na scenie mister Iśvara opowiada o prana-yamie, tłumaczy go Madhav. Właśnie pomylił słowo „science” z „signs” i wyszło mu coś dziwnego, ale nie będę się czepiał, bo oprócz tego tłumaczy doskonale, a pan Isvara ma ciężki, indyjski akcent.


17:30

W namiocie pytań i odpowiedzi. Gwiazdą jest obtatuowany uczeń Prabhupada, prezydent świątyni w Alachua, nie pamiętam jego imienia. Kiedy odpowiada na pytania, nie ma kwestii nudzenia się. Z energią i humorem w formie strawnej dla osób, dla których świadomość Kryszny jest nowością. Przed chwilą do namiotu weszła grupka młodzieży, nastawiona na robienie zamieszania i błazenady, ale po minucie słuchania zgubili gdzieś drwiące uśmiechy i teraz siedzą i z zainteresowaniem słuchają. Zazdroszczę mu łatwości z jaką odpowiada na pytania. Żeby móc nauczać z taką pewnością, trzeba mieć duże przekonanie. Wprawdzie to tylko podstawowa filozofia, ale jak wielu nauczających może tak interesująco mówić o reinkarnacji, czy karmie?

Obrazek

… Było pytanie o seksie i moim zdaniem poszedł chyba zbyt ortodoksyjnie- seks tylko dla płodzenia dzieci i nic więcej. Chyba to podejście odchodzi już w przeszłość, wraz ze „starą gwardią”. Ja na to pytanie odpowiedziałbym inaczej, podkreślając, że to jest ideał, do którego się dąży i z czasem, wraz z praktyką świadomości Kryszny, smak do seksu zacznie się zmniejszać sam. Im bardziej będziemy kochać Boga, tym mniej będziemy chcieli zadawalać własne zmysły. Myślę, że taka odpowiedź nie zrobiłaby z nas dziwaków represjonujących podstawowe potrzeby. Po tylu latach większość z nas zdaje sobie sprawę, że sztuczne duszenie w sobie pragnienia seksualnego nie działa. Ile mamy przykładów nawet starszych wielbicieli, sannyasinów, którzy upadli z kobietami? Nawet w wieku 60 lat? Jak w takim razie możemy nauczać w ten sposób osoby, które nic nie wiedzą o kontroli zmysłów? Prabhupada mówił, żeby dodać do swojego życia Krysznę i reszta stopniowo przyjdzie sama. Musimy znaleźć swój naturalny poziom i z niego popychać się delikatnie do przodu, krok po kroku stopniowo oddając coraz więcej Bogu, to co boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Powoli odkrywam to w swoim życiu, choć zdaję sobie sprawę, że jeszcze nieraz pójdę za daleko w jedną, albo w drugą stronę.

******

15 minut w swoim namiocie, żeby pocieszyć się trochę osobistą przestrzenią i na chwilę wydostać z tłumu. Poczytam chwilkę.

19:30

Po dobrym poranku i znośnym popołudniu dopadła mnie jednak wieczorna chandra. Z 15 minut w namiocie zrobiła się godzina, a ja ciągle nie mam ochoty wyjść na zewnątrz…

Kryszno- mała modlitwa od Twojego karma-bhakty. Give me hand here Kryszno. Wiem, że powinienem modlić się do Ciebie tylko o czyste oddanie i uwierz mi, że ostatecznie tego chcę najbardziej, tylko że nie udaje mi się zachować spokoju w zetknięciu z Twoją materialną naturą i zamiast skupić umysł na zbliżaniu się do Ciebie, muszę martwić się takimi głupstwami jak pieniądze i praca. Zrób coś, żeby te rzeczy nie stawały mi na drodze…

I znów lżej. Modlitwa to fajna rzecz, nawet taka marna i materialnie motywowana jak moja. Wiem, że utknąłem, coś oszołomiło mnie tak bardzo, że nie potrafię znaleźć prostego wyjścia z sytuacji, ale wierzę, że skądś wyciągnie się pomocna dłoń. Muszę pamiętać o jednym; im więcej się daje, tym więcej się otrzymuje. Strach pojawia się, kiedy za bardzo zaczynam myśleć o sobie.
Zdaje się, że dojrzałem już na tyle, żeby wyczołgać się z namiotu i wmieszać w tłum. Zdaje się, że na wieczór, zza chmur wyszło słońce. Chyba ominęły nas te burze, którymi rano, przez telefon, straszyła nas mama. Dziś spróbuję nie położyć się tak wcześnie, jak zwykle i pobawię się przy Ga-Ga.

22:15

Jednak nie zostałem na koncercie. Byłem już zmęczony, więc w końcu się wymknąłem i już leżę w śpiworze. Z wydarzeń w skrócie: dojechał Paweł, porozmawialiśmy chwilę, a później poskakaliśmy razem w kirtanie BB Govindy Maharaja. Później dołączyłem do szalonego kirtanu Bhakti Margi Maharaja na obrzeżach PWK, gdzie pstryknąłem parę zdjęć i zrobiłem krótki filmik. Poszwendałem się jeszcze trochę, widziałem jak Jagannatha, Baladeva i Subhadra zeszli z wozu i odjechali polonezem caro, po czym sobie poszedłem. Już noc, ale jeszcze długo nie będzie ciszy, w sumie to chyba w ogóle nie ma takiej chwili, ale nie przeszkadza mi to. Jestem tak zmęczony, że szybko zasnę.

Obrazek

Jakieś podsumowanie dzisiejszego dnia? Chociaż ogólnie jestem zadowolony z przyjazdu tutaj, dzieje się dużo rzeczy, mam sporo cennych dla mnie przemyśleń, to nie udaje mi się być… cały czas czuję się „poza”, choć bardzo chciałem czuć się częścią tego wszystkiego- bhaktów, PWK, Woodstocku. Zamiast tego jestem tylko widzem, nie mogę się zgrać.

Nie udało mi się też zbliżyć do Kryszny (jak myślę). Zdaję sobie sprawę, że udało mi się utrzymać dosyć czysty umysł i koncentrację, dużo pisałem, ale czegoś mi brakuje. To fakt, że jestem chronicznym „narzekaczem”, ale to nie do końca o to chodzi. A o co? Eh, sam nie wiem. Nie potrafię określić dokładnie w czym rzecz. Zrozumiem pewnie jak już będę stary.

Ok. facet- spróbuj być pozytywny. Jakieś Momenty Szczęścia? Chyba tak. Raz, kiedy zacząłem czytać „Deewolucję człowieka”, a drugi raz w kirtanie BB Govindy Maharaja, kiedy przez jakieś pięć minut udało mi się słuchać maha-mantry. A tak naprawdę, bez naciągania? To nie wiem. Dobranoc.

Obrazek


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
 Tytuł: Re: Woodstock 2008 - z dziennika smutasa:)
PostNapisane: 3 gru 2008, o 09:59 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 lip 2007, o 12:06
Posty: 264
3 sierpień

11:05


Wczoraj wieczorem opuściła mnie magia i upadłem w narzekanaie. Wcale nie jest tak źle. Nadmiar wrażeń i zmęczenie może czasami tak zakręcić człowieka, że traci on trzeźwą ocenę sytuacji. Teraz za to z pełnym brzuchem, wyspany i wykąpany w zimnej wodzie bardziej cieszę się życiem. Przed śniadaniem znów spotkaliśmy Madhava i jego dziewczynę. Madhav zaaranżował dla nas darmowe napoje, a Vrajeśvari z mężem zaoferowali darmowe prasadam, tak że jesteśmy do przodu nie tylko o 20 złotych (które wydamy w takim razie na CD z bhajanem BB Govindy Maharaja), ale i naładowani pozytywnie doświadczeniem serdeczności Waisznawów.

To nasz ostatni dzień na Woodstocku. Postanowiliśmy nie zostawać do jutra. Raz, że będzie wtedy większy tłok, a dwa, we wtorek rano ruszamy z Balajim na Węgry, spoitkać się z wielbicielami z WVA. Ale to dopiero pojutrze. Dziś spróbuję jeszcze być tu i teraz.

Na scenie rozgrzewa się Tribhuvaneś. Wow, ten gość to ma głos… Guru Astaka. Dawno tego nie słyszałem. Mistrz duchowy jest jak chmura, która gasi pożar lasu. Kiedy będę gotowy?

Dosiadł się Paweł (Pavana). Jeszcze nie jest pewien, czy zostaje do jutra. Kiedy powiedziałem mu o swoim planie wrzucenia na Vrindę mojego dwutygodniowego dziennika, powiedział, że jestem odważny. He, he; odważny czy głupi? Chcę jednak zrobić ten eksperyment. Ciekaw jestem, jak będzie się to czytało innym.

Obrazek

13:20

Wykład ambasadora Indii na Polskę. Naprawdę miły staruszek. Większość polityków nie wzbudza mojej sympatii. Chyba jedyny, którego lubiłem to był prezydent Słowenii, piszący wiersze, czytający Gitę. Na zdjęciach zawsze uśmiechał się pokornie.

Powiedziałem Ani (koleżance mojej siostry), że nie chce mi się jechać do domu. Odpowiedziała, że jej też. Chciałaby zostać tutaj dłużej. Stwierdziła, że to beztroskie miejsce. Racja. Czuję się tutaj tak jak na Camino- beztroska i lekkość, nikt niczego od ciebie nie chce. Spełnianie prostych potrzeb, w prosty sposób, dzięki czemu umysł jest wolny i może zajmować się innymi rzeczami, rozmyślaniem, filozofią, modlitwą. Zgadzam się, że będąc w świecie karmy, trzeba w jakiś sposób pracować, tak działa ten wymiar rzeczywistości, jednak współczesna cywilizacja skomplikowała to do takiego stopnia, że utrzymanie podstawowego poziomu życia stało się ciężarem.

21:15

W Krzyżu na peronie. Rozłożyliśmy karimaty na betonie i jest nam miło i wygodnie. Ostatnio nie spaliśmy zbyt dużo, więc teraz każde przyjęcie pozycji horyzontalnej powoduje w nas senność. Pociąg z Kostrzyna to była miła niespodzianka; prawie całą drogę mieliśmy cały przedział tylko dla siebie. Zjedliśmy obfitą kolację i podzieliliśmy się wrażeniami z Woodstocku. Obydwie Anie, moja siostra i jej koleżanka, były zachwycone bhaktami i PWK. Szkoda mi ich było, bo widać jak wstydziły się zachowania księży i fanatycznych katolików, którzy przychodzili atakować wielbicieli. Jeśli Kościół Katolicki nie zacznie się zmieniać i w edukacji kapłanów nie zacznie kłaść nacisku na tolerancję i docenienie innych tradycji, to stanie się pustą skorupą, pozbawioną myślących i wykształconych ludzi. Kierkegaard powiedział, że KK jest martwy już od setek lat, odkąd stał się wielką religią.

Ciepło i świeżo. Grają świerszcze, pachnie świeżo skoszoną trawą, niebo coraz bardziej przybiera nocny odcień. Mam wrażenie, że wszędzie jest mój dom. Bardzo miłe uczucie. Może zacznę wozić ze sobą karimatę. Za każdym razem, jak będę ruszał w drogę, będę rzucał ją na perony, czy przystanki i obserwował świat z pozycji leżącej, he, he. W normalnym, „niewoodstockowym” stanie umysłu, nie byłbym w stanie wyłamać się tak bardzo. Zjadłoby mnie zażenowanie.

Obrazek

Ostatnie kilka godzin w PWK spędziliśmy na przekrojowym zaliczaniu wszystkich miejsc, w których spędzaliśmy czas, w ostatnich trzech dniach. Kawałek kirtanu, moment w bhajanie, bollywoodzki taniec, wykład ambasadora Indii, wytatuowany uczeń Prabhupada odpowiadający na pytania… Pod sam koniec zobaczyłem jeszcze Karnamrite dasi, ale nie udało mi się już kupić jej nowego albumu; musieliśmy iść na pociąg. Poprosiłem Madhava, który obiecał kupić mi to CD.

4 sierpień

7:15

Ostatni wysiłek i odpoczynek w domu. Aż do jutra rana, kiedy przyjeżdża do nas Balaji i ruszamy na Węgry, na festiwal WVA. Czuję się wykończony, ale cieszę się na jutrzejszy wyjazd i po nocy w normalnym łóżku, obejrzeniu dobrego filmu, popływaniu w rzece (może), będę jak nowy. Nie wypakuję nawet z plecaka śpiwora i namiotu. Zrobimy tylko przepierkę, z nadzieją, że do jutra wszystko wyschnie. Raczej tak, bo widzę, że zapowiada się słoneczny dzień.

Pływając po powierzchni…

Migawki z Woodstocku:

– wieczór, około dziewiątej, młody, pokorny brahmacarin podchodzi do ludzi i próbuje sprzedać im jakieś CD. Podchodzi też do mnie, ale odruchowo go spławiam, jak każdego akwizytora. Po chwili odwracam się i widzę jak z uśmiechem namawia do kupna CD dwóch pijanych jak bela chłopaków, którzy się z niego śmieją. Uświadamiam sobie: „przecież to nie jest akwizytor”. Rosyjski brahmacarin dorabia sobie wieczorami, po całym dniu służby, może zbiera na Indie, albo na mp3 player, żeby móc słuchać wykładów swojego guru. Czuję się jak dupek. Zawracam i pytam: „Prabhuji, co to w ogóle za CD?” „Taka muzyka z festiwalu, między innymi z pokazu yogi, jak robimy z bratem, może widziałeś?” „Po ile to sprzedajesz?” „Cztery złote” „Cztery złote?” – upewniam się. „No”. Zostawiam mu dychę i życzę szczęścia. Chłopak macha do mnie z uśmiechem i podchodzi do następnej, pijanej grupki.

– leżę w piachu, w dużym namiocie, w PWK, w połowie drzemię, w połowie słucham muzyki, przyglądam się sufitowi. Nagle widzę nad sobą Bhakti Margę Maharaja. Odruchowo próbuję wstać, żeby okazać szacunek, ale maharaja powstrzymuje mnie z uśmiechem. Więc leżę dalej, wygodnie, w zagłębieniu w piasku, przyglądając się, przez wpółprzymknięte powieki, sufitowi namiotu.

– bhajan BB Govindy Maharaja. Cały namiot skacze i wywija. Grupka Niemców w średnim wieku. Dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Trojka z nich jest raczej powściągliwa i sceptyczna, ale jeden z mężczyzn czuje kompletną ekstazę. Wskakuje do kirtanu, skacze, śmieje się, po chwili wraca do swoich towarzyszy, próbuje ich wciągnąć do zabawy, opowiada coś, gestykuluje z entuzjazmem i znów wraca do wirującego tłumu. W pewnym momencie zauważa, wiszący nad sceną transparent z maha-mantrą. Jego uśmiech staje się jeszcze większy i zaczyna tłumaczyć pozostałej trójce, że to jest tekst tej piosenki, po czym utkwiwszy wzrok w maha-mantrze, próbuje śpiewać razem z bhaktami, ciesząc się jak dziecko, że na to wpadł. Jego przyjaciele cały czas wymieniają się znaczącymi spojrzeniami.


Góra
Offline Zobacz profil  
Cytuj  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ]  Moderatorzy: Trisama, Morderatorzy

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Theme created StylerBB.net
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL