forum.harinam.pl
https://www.forum.harinam.pl/

Pięćdziesiąt procent
https://www.forum.harinam.pl/viewtopic.php?f=2&t=612
Strona 1 z 1

Autor:  Divya-kiśori dasi [ 29 lis 2007, o 18:02 ]
Tytuł:  Pięćdziesiąt procent

Może kogoś z Was zainteresuje, co Kavicandra Swami mówi na temat przeznaczenia 50% swoich dochodów na cele duchowe. Świeżo przetłumaczone ze strony dandavats. Komentarz Maharaja wytłuściłam dodatkowo. To tak dla inspiracji :)

Pięćdziesiąt procent
HH Kavicandra Swami


Wydaje się, że jest dużo zamieszania, jeśli chodzi o dawanie 50 %. Dla większości rodzin ich dochód nie pozwala im przeżyć i dawać 50 % na świątynię.

Poniższe znaczenie Srila Prabhupada może pomóc wyjaśnić tę kwestię. Dodałem do tego kilka moich komentarzy umieszczając je w kwadratowym nawiasie [ ]. Nacisk jest kładziony na nauczanie, nie na to, jaka jest nasza sytuacja finansowa. Odnalezienie jakiejś drogi, by nauczać bhakti, będzie najbardziej zadowalało guru i Krsnę. Nie musimy być bogaci, aby zadowolić guru i Gaurangę.

SB 1.5.36 Znaczenie

Większa część naszych pieniężnych dochodów, nie mniej niż pięćdziesiąt procent, musi być wydana na wykonanie poleceń Pana Kryszny. Nie tylko powinniśmy przeznaczać nasze dochody na spełnienie tego właśnie celu, ale musimy również poczynić wysiłki na rzecz głoszenia tego kultu oddania pośród innych, jako że jest to również jedno z poleceń Pana.

[Moje zrozumienie jest takie, że jeśli ktoś używa swojego domu w służbie dla Pana, ofiarowuje wszystko dla Krsny i praktykuje kirtan i studia nad pismami razem z rodziną, domowe wydatki są zużywane na służbę oddania.]

Pan jednoznacznie oznajmia, że nikt nie jest Mu bardziej drogi niż ten, kto zawsze zaangażowany jest w propagowanie imienia i sławy Pana na całym świecie. Naukowe odkrycia tego materialnego świata również mogą być wykorzystane do spełnienia Jego misji. Pan pragnie, aby przekaz Bhagavad-gity był nauczany wśród Jego wielbicieli. Nie może być on bowiem szerzony wśród tych, którzy pozbawieni są wyrzeczenia, dobroczynności, edukacji, itd. Dlatego też należy ciągle czynić próby na rzecz nawrócenia niechętnych ludzi i uczynienia ich bhaktami. Pan Caitanya zademonstrował bardzo prostą metodę w tym względzie. Nauczał On bowiem transcendentalnego przekazu przez śpiewanie, tańczenie i przyjmowanie prasada (pożywienia ofiarowanego Panu). Jak wspomnieliśmy powyżej, pięćdziesiąt procent naszych dochodów musi być przeznaczone na takie cele duchowe.

[Dom i czas wolny powinny być przeznaczone na nauczanie. To może być zaproszenie gości na kirtan, filozoficznę dyskusję i/lub prasadam, zależnie od zaproszonych osób. Czasem to może być tylko prasadam. Rodzina może iść także na harinam sankirtan lub dystrybucję książek.]

Jeśli tylko w tym upadłym wieku kłótni i niezgody wpływowe i bogate osoby w społeczeństwie zgodzą się wydać pięćdziesiąt procent swoich dochodów na cele służby oddania dla Pana, tak jak tego nauczał Pan Caitanya Mahaprabhu,

[Ci, którzy mają bogactwo, mogą wesprzeć lub budować świątynie. Mogą finansować świadome Krsny festiwale.]

istnieje absolutna pewność przemienienia tego istnego piekła w transcendentalną siedzibę Pana. Każdy zgodzi się na uczestnictwo w imprezie, gdzie ma miejsce dobre śpiewanie, tańczenie i posiłek. Każdy weźmie udział w takiej imprezie i każdy na pewno indywidualnie odczuje transcendentalną obecność Pana. Już samo to pomoże takiemu uczestnikowi obcować z Panem i tym sposobem oczyści go w duchowej realizacji. Jedynym warunkiem w pełni pomyślnego spełnienia takich duchowych czynności jest to, że muszą być one spełniane pod kierunkiem czystego bhakty, który jest całkowicie wolny od wszelkich światowych pragnień, czynności mających na celu zysk i bezpłodnej spekulacji o naturze Pana. Nikt nie musi odkrywać natury Pana. Sam Pan wspomniał o tym w Bhagavad-gicie, ale również i inna literatura wedyjska mówi o tym. Musimy po prostu zaakceptować Go in toto i wypełniać Jego polecenia. A to powiedzie nas ku ścieżce doskonałości. I można pozostać w swoim własnym statusie. Nikt nie musi zmieniać swojej pozycji, szczególnie w tym wieku różnorakich trudności.

Autor:  Rasasthali [ 2 gru 2007, o 12:17 ]
Tytuł:  Re: Pięćdziesiąt procent

Dzieki za ten artykul Divya Kisori, bo troche bardziej realistycznie podchodzi do tematu.

Rozmawialam o tym z mezem jakis czas temu. Powiedzial mi ze u Mormonow jest taka regula ze kazdy kto uwaza sie za czesc ruchu daje 8 czy 5% swoich dochodow. W rezultacie ruch ten ma tak duzo pieniedzy ze w jednym ze stanow w USA daja nawet czesc pieniedzy dla Hare Kryszna. Stawiajac takie niezbyt realistyczne cele (50%) ruch nie dostaje nic lub procentowo dosc malo. Gdyby Iskcon mial regule ze kazdy grihastha daje 5% miesiecznie lub rocznie na swiatynie, wtedy swiatynie bylyby bogate, bo kazdy jest w stanie dac taka mala sume. Jednak jesli celem jest 50%, to niewiele da nawet 5%, bo i tak nie zostanie to docenione bo jest 10 razy mniejsze od proponowanego wkladu.

Oprocz tego, wiekszosc grihasthow, szczegolnie osob z doswiadczeniem, bedzie potrzebowalo jakiegos 'biznes planu' jesli chodzi o cel datkow w swiatyni. Nie dalabym pieniedzy gdybym nie wiedziala jaki jest ich cel, w co zosstana zainwestowane. Stad sponsorowanie konkretnych projektow wydaje sie miec wiekszy sens, i to tu w Oxfordzie np robimy, widze tez ze np uczniowie Krsna Ksetry Prabhu w Polsce tez maja roznego rodzaju akcje zwiazane z finansowaniem konkretnej ksiazki, czy konkretnej inicjatywy (mam nadzieje, ze projekt z ksiazka GM idzie dobrze!!!).


Rasasthali

Autor:  Gauranga Avatar das [ 2 gru 2007, o 13:44 ]
Tytuł: 

Zgadzam sie ze stwierdzeniem Rasasthali Mataji,ze 5% jest ok.
Bo malo kto w polsce wie czy w terminie dostanie wyplate i czy przypadkiem nie bedzie ona mniejsza :lol: ale podoba mi sie rowniez zrozumienia KCandry Swamiego ktory mowi o tym ze jesli mamy w domu Bostwa i w wolnym czasie angazujemy sie w sravanam ,kirtanam itd..
To jest to zaangazowanie w sluzbe oddania ,no przynajmniej zewntrznie w 100%-tach tzn ze wszystkie owoce swojego dzialania ,czy mamy leprzą czy gorsza swiadomosc ojarujemy Bostwom.
I odwiedzającym nas Vaisznawom,lub poprostu gosciom.
Dziekuje za to Tlumaczonko.

Autor:  Divya-kiśori dasi [ 4 gru 2007, o 10:43 ]
Tytuł:  Re: Pięćdziesiąt procent

Rasasthali napisał(a):
Powiedzial mi ze u Mormonow jest taka regula ze kazdy kto uwaza sie za czesc ruchu daje 8 czy 5% swoich dochodow. W rezultacie ruch ten ma tak duzo pieniedzy ze w jednym ze stanow w USA daja nawet czesc pieniedzy dla Hare Kryszna. Stawiajac takie niezbyt realistyczne cele (50%) ruch nie dostaje nic lub procentowo dosc malo. Gdyby Iskcon mial regule ze kazdy grihastha daje 5% miesiecznie lub rocznie na swiatynie, wtedy swiatynie bylyby bogate, bo kazdy jest w stanie dac taka mala sume. Jednak jesli celem jest 50%, to niewiele da nawet 5%, bo i tak nie zostanie to docenione bo jest 10 razy mniejsze od proponowanego wkladu.


No wlasnie, pamietam, ze kiedys moj tata pytal mnie, jak to jest u nas z finansowym wspieraniem swiatyni itp. Nie pamietam, co mu wtedy odpowiedzialam, ale pamietam, ze kladl nacisk na to, ze jest to rzecza jak najbardziej normalna, gdy ktos czuje sie lub jest formalnie czlonkiem jakiejs spolecznosci religijnej i w zwiazku z tym przeznacza czesc dochodow (stala czesc) na cele religijne. Wydaje sie, ze u nas jest to sprawą nieco bardziej skomplikowaną, bo owo okreslenie cele religijne moze byc rozumiane na rozne sposoby (1. moga byc to "cele religijne" w domu - zakup bhoga, kwiatow dla naszych domowych Bostw itp.; 2. lub tez cele religijne zwiazane z nama-hatta - bo przeciez w Polsce swiatyn jest niewiele i czesto ktos czuje sie bardziej zwiazany z osrodkiem n-h, niz ze swiatynia, ktora odwiedza czasem bardzo rzadko, glownie ze wzgledu na odleglosc, ale czasem spotykalam sie tez z opiniami osob, ktore lepiej czuja sie w rodzinnej atmosferze n-h niz w ich odczuciu pozbawionej personalistycznego podejscia swiatyni; 3. czy wreszcie "cele religijne" zwiazane bezposrednio ze swiatynia; 4. tak naprawde moglibysmy tu wymienic tez sporo innych punktow, np. nauczanie naszego guru, wspieranie konkrektnych projektow i wiele innych). Moze ktos napisze cos madrego na ten temat? Jak to mialoby wygladac w praktyce? Wiadomo, ze na cele domowe przeznaczamy wiekszosc tego, co zarabiamy, i niewiele zostaje na odlozenie (jesli w ogole cos zostaje w polskich warunkach), wiec to 5%, o ktorych pisaliscie, na co mialoby byc przeznaczone? Na ktorys, obojetnie ktory z powyzszych punktow? Czy moze jest to jakos sprecyzowane w ISKCONie? (Choc podejrzewam, ze nie). Przyzwyczajeni przez tak dlugi czas do dowolnosci w tek kwestii, bhaktowie mogliby sie czuc w pewien sposob ograniczani (jesli chodzi o wolnosc wyboru), gdyby narzucono im teraz wymog oddania np. 5% dochodow. Choc z drugiej strony moze sie to wydawac rozsadne, gdyz nawet jako czlonek chociazby PTTK (jesli jeszcze on istnieje :lol: ), albo jakichs zwiazkow sportowych, oddaje sie czesc (stala skladke w tamtych przypadkach) na rzecz towarzystwa. Zalezy ci na czyms, wiec to wspomagasz. Prosze, napiszcie cos madrego, zeby to troche rozjasnic :)

Autor:  Caturmukha dasa [ 4 gru 2007, o 21:49 ]
Tytuł: 

Jeśli ktoś jest świadomy tego ile daje mu światynia i chce z jej dobrodziejstwa skorzystać, wtedy sam, w naturalny sposób będzie ją wspierał finansowo na tyle, na ile to możliwe. Nawet jeśli ktoś przyjeżdża do świątyni czasami na święta i potrafi skorzystać z tamtejszej atmosfery właściwie, zobaczy że jego oczyszczenie jest większe. To jest jak słynne ładowanie akumulatorów. Z wdzięczności ktoś będzie chciał coś ofiarować. Dzisiaj byłem w świątyni po południu. Było prawie pusto. Większość wielbicieli na maratonie Ś.Prabhupada. Mantrowałem w światyni i w pewnym momencie wszedł młody hindus, pokłonił się Bóstwom i podszedł do skarbonki, by wrzucić jakiś datek. Ludzie, którzy coś dostali od tego Ruchu, będą chcieli go wspierać, a czym bardziej będą doświadczać łask Śrila Prabhupada, tym bardziej będą chcieli się odwzajemnić stosownie do swoich możliwości.

Autor:  krsna karsani [ 4 gru 2007, o 23:52 ]
Tytuł: 

A ja zadalabym przewrotne pytanie ;dlaczego bhaktowie nie daja lub nie chca dawac dotacji na swiatynie ? Wiem,ze to co teraz napisze bedzie przykre ale niestety prawdziwe; mowa tu o swiatyni warszawskie ,jezdzimy tam z mezem kilka razy w roku i wiele razy byly sytacje ,ze prezydent czy jego zona nawet nie powiedzieli nam "haribol" nie spodziewam sie czerwonego dywanu czy girlandy ale przywitanie kogos i krotka wymiana uprzejmosci to chyba nie za wiele... szczegolnie ,ze regularnie dostajemy gazetke "przyszlosc swiatyni " z numerem konta... jak jestesmy w swiatyni to zawsze wrzucamy jakas dotacje dla Bostw ale nie mam ochoty na regularne wplaty.Wole dac dotacje mojemu guru na jego osobiste potrzeby lub na rozwOoj naszego namahatta...

Autor:  Rasasthali [ 5 gru 2007, o 00:09 ]
Tytuł: 

Caturmukha dasa napisał(a):
Mantrowałem w światyni i w pewnym momencie wszedł młody hindus, pokłonił się Bóstwom i podszedł do skarbonki, by wrzucić jakiś datek. Ludzie, którzy coś dostali od tego Ruchu, będą chcieli go wspierać, a czym bardziej będą doświadczać łask Śrila Prabhupada, tym bardziej będą chcieli się odwzajemnić stosownie do swoich możliwości.

Akurat ten Hindus to nie wiem czy byl wdzieczny Srila Prabhupadzie, czy po prostu robil to z kultury, poniewaz jak sie idzie do swiatyni, to sie zawsze wrzuca datek. Ciekawa jestem czy faktycznie te datki ida dla Bostw, czy tez na inne potrzeby?

Autor:  Caturmukha dasa [ 5 gru 2007, o 00:16 ]
Tytuł: 

krsna karsani napisał(a):
Wiem,ze to co teraz napisze bedzie przykre ale niestety prawdziwe; mowa tu o swiatyni warszawskie ,jezdzimy tam z mezem kilka razy w roku i wiele razy byly sytacje ,ze prezydent czy jego zona nawet nie powiedzieli nam "haribol" nie spodziewam sie czerwonego dywanu czy girlandy ale przywitanie kogos i krotka wymiana uprzejmosci to chyba nie za wiele... szczegolnie ,ze regularnie dostajemy gazetke "przyszlosc swiatyni " z numerem konta... jak jestesmy w swiatyni to zawsze wrzucamy jakas dotacje dla Bostw ale nie mam ochoty na regularne wplaty.Wole dac dotacje mojemu guru na jego osobiste potrzeby lub na rozwOoj naszego namahatta...


Mataji, to naprawdę bardzo szczere wyznanie i bardzo je doceniam. Mam podobne spostrzeżenia, zwłaszcza, kiedy nie dawałem :D. Teraz daję i mam spokój :D. Daję na świątynię, bym mógł tam regularnie przychodzić, intonować wspólnie z bhaktami i słuchać bhaktów starszych i dojrzalszych, którzy czasami tam przyjeżdżają. Daję, by czasami ktoś nowy mógł przyjść i spotkać się ze Śrila Prabhupadem i Jego łaską w postaci sankirtanu.

Autor:  Divya [ 5 gru 2007, o 06:31 ]
Tytuł: 

Tak sobie myślę - dobrze jest dawać na projekt, na który sie chce dawać...bo wtedy w tym darze jest nasze oddanie i miłość, a Kryszna przyjmuje tylko podarunki które są przesiąknięte właśnie tym uczuciem...Czaturmukha Prabhu wiem, że żartujesz sobie z tym spokojem :) , gdyż w innym wypadku taka dotacja na "odczepcie sie ode mnie" będzie niskiej klasy i my darczyńcy nie będziemy zadowoleni z wykonywanej służby oddania, zresztą osoba która przyjmuję taką wymuszoną dotację, by ją potem zaangażować w misji sankirtana, tez do końca nie będzie czerpać szczęścia duchowego...jest to piękne jak jest wzajemny przepływ miłości...nikt sie nie blokuje...wydaje sie, że to jest ideał do którego warto dążyć..ostatnio mam takie przemyślenia płynące z własnego życia, nie warto oczekiwać miłości od innych, łatwiej jest ja dawać - najlepiej Krysznie oczywiście. Widzę, że jeśli tylko przyjmuje nastrój oczekiwania, zaraz po nim przychodzi cierpienie...z drugiej strony taką postawą nie można wychowywać wielbicieli niewdzięczników...trzeba wyrażać swoje uczucia na bieżąco...słuchać innych i starać się samemu być wysłuchanym...poniżej fragment wypowiedzi Kryszny na ten temat...
"Moje drogie przyjaciółki, osoby, które jedynie odwzajemniają miłosne uczucia drugiej strony, są podobne kupcom. Dają tyle miłości, ile otrzymują od strony przeciwnej. Praktycznie nie ma tam kwestii miłości. Jest to jedynie transakcja handlowa i jest to jedynie pewnego rodzaju egoizm czy egocentryzm. Już lepsza jest druga klasa ludzi, która kocha pomimo przeciwnego nastawienia drugiej strony. Nawet ci bez żadnego zaangażowania w sprawy miłosne lepsi są niż kupcy. Szczerą miłość można dostrzec u ojca lub matki, kiedy kochają oni swoje dzieci pomimo lekceważenia z ich strony. Trzecia klasa ani nie odwzajemnia się ani nie lekceważy. Może być ona podzielona na jeszcze dwie grupy: jedna jest samowystarczalna (zadowolona sama w sobie), która nie potrzebuje niczyjej miłości. Takie osoby nazywane są atmarama, co oznacza, że pochłonięte są one myślami o Najwyższej Osobie Boga i nie dbają o to, czy ktoś darzy je miłością, czy nie. Ale druga grupa to osoby niewdzięczne. Są one nazywane nieczułymi. Ludzie z tej grupy buntują się przeciwko starszym i wyższym osobom. Np. pomimo tego, że syn otrzymuje wszelkiego rodzaju rzeczy od kochających rodziców, może być niewdzięczny i nie odwzajemniać się im. Osoby z tej klasy nazywane są ogólnie gurudruha, co oznacza, że otrzymują one łaski od rodziców albo mistrza duchowego, a pomimo tego lekceważą ich."
Krsna pośrednio odpowiedział na pytania gopi, nawet te pytania, którymi dawały Mu do zrozumienia, że niewłaściwie odbiera ich uczucia. Krsna rzekł w odpowiedzi, że On, jako Najwyższa Osoba Boga, jest samowystarczalny. Nie potrzebuje On niczyjej miłości, ale jednocześnie powiedział, że nie jest niewdzięczny.

Autor:  Caturmukha dasa [ 5 gru 2007, o 13:00 ]
Tytuł: 

Divya napisał(a):
Tak sobie myślę - dobrze jest dawać na projekt, na który sie chce dawać...bo wtedy w tym darze jest nasze oddanie i miłość, a Kryszna przyjmuje tylko podarunki które są przesiąknięte właśnie tym uczuciem...Czaturmukha Prabhu wiem, że żartujesz sobie z tym spokojem :) , gdyż w innym wypadku taka dotacja na "odczepcie sie ode mnie" będzie niskiej klasy i my darczyńcy nie będziemy zadowoleni z wykonywanej służby oddania, zresztą osoba która przyjmuję taką wymuszoną dotację, by ją potem zaangażować w misji sankirtana, tez do końca nie będzie czerpać szczęścia duchowego...jest to piękne jak jest wzajemny przepływ miłości...nikt sie nie blokuje...wydaje sie, że to jest ideał do którego warto dążyć...


Gauranga!

Daję, bo chcę, gdyż wiem ile znaczą dla mnie takie miejsca, jak świątynia i ile jej zawdzięczam.

Co do skaz innych osób - KAŻDY Z NAS MA TONY WĘGLA JESZCZE DO PRZERZUCENIA. Takie uwagi (jak mataji) warto mówić wprost osobom, do których się je ma.

Moje zdanie na ten temat jest takie, że prezydent Świątyni warszawskiej ma o wiele więcej zalet. U mnie bilans jest na WIEEEEEEELKI PLUS !

Autor:  krsna karsani [ 5 gru 2007, o 13:31 ]
Tytuł: 

Caturmukha dasa napisał(a):
Divya napisał(a):
Tak sobie myślę - dobrze jest dawać na projekt, na który sie chce dawać...bo wtedy w tym darze jest nasze oddanie i miłość, a Kryszna przyjmuje tylko podarunki które są przesiąknięte właśnie tym uczuciem...Czaturmukha Prabhu wiem, że żartujesz sobie z tym spokojem :) , gdyż w innym wypadku taka dotacja na "odczepcie sie ode mnie" będzie niskiej klasy i my darczyńcy nie będziemy zadowoleni z wykonywanej służby oddania, zresztą osoba która przyjmuję taką wymuszoną dotację, by ją potem zaangażować w misji sankirtana, tez do końca nie będzie czerpać szczęścia duchowego...jest to piękne jak jest wzajemny przepływ miłości...nikt sie nie blokuje...wydaje sie, że to jest ideał do którego warto dążyć...


Gauranga!

Daję, bo chcę, gdyż wiem ile znaczą dla mnie takie miejsca, jak świątynia i ile jej zawdzięczam.

Co do skaz innych osób - KAŻDY Z NAS MA TONY WĘGLA JESZCZE DO PRZERZUCENIA. Takie uwagi (jak mataji) warto mówić wprost osobom, do których się je ma.

Moje zdanie na ten temat jest takie, że prezydent Świątyni warszawskiej ma o wiele więcej zalet. U mnie bilans jest na WIEEEEEEELKI PLUS !
Prabhu chyba zle mnie zrozumiales,nie uwazam zeby KasiMisra Prabhu nie mial zalet,na pewno ma ich bardzo duzo.Zdaje sobie sprawe ,ze bycie prezydentem swiatyni to ciezka praca,ale mysle rowniez ze swiatynia to nie budynek ale zwiazki miedzy wielbicielami i atmosfera.Warto brac przyklad w tej kwestii ze swiatyni wroclawskiej w ktorej panuje mila i rodzinna atmosfera i moze dlatego czesciej tam jezdzimy... :)

Autor:  Divya-kiśori dasi [ 5 gru 2007, o 15:58 ]
Tytuł: 

Dziekuje Wam za madre slowa. Wsrod bhaktow, ktorych znam, sa tak rozne spojrzenia na ten temat. Kazdy jest indywidualny i wydaje sie, ze ma prawo, do dzialania zgodnie ze swoim sercem. Tym bardziej, ze nie ma w statucie MTŚK tej kwestii sprecyzowanej. Tylko skad wiedziec, czy to nasze serce nam cos podpowiada, czy tez nasz umysl?

Autor:  Caturmukha dasa [ 5 gru 2007, o 19:07 ]
Tytuł: 

krsna karsani napisał(a):
Prabhu chyba zle mnie zrozumiales,nie uwazam zeby KasiMisra Prabhu nie mial zalet,na pewno ma ich bardzo duzo.Zdaje sobie sprawe ,ze bycie prezydentem swiatyni to ciezka praca,ale mysle rowniez ze swiatynia to nie budynek ale zwiazki miedzy wielbicielami i atmosfera.Warto brac przyklad w tej kwestii ze swiatyni wroclawskiej w ktorej panuje mila i rodzinna atmosfera i moze dlatego czesciej tam jezdzimy... :)


Jeśli bardziej lubicie świątynię wrocławską to jest ok. Świątynia dla mnie to nie budynek, a PRAWDZIWE relacje między bhaktami i nasza bhakti, to dłuuuuuuuuuuuuugaa droooooga - to nie powstaje z dnia na dzień. Ty Mataji także możesz być częścią tego procesu w W-wie i gdziekolwiek chcesz. :D

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/