|
Hmmm, cała historia jest dość długa i nie wiem czy nasze krótkie odpowiedzi na forum lizna chocby ułamek prawdy na ten temat. Jeżeli chcesz bardziej szczegółowych informacji, powinnas przeczytać 3-cie i 7-me canto Śrimad Bhagavatam, gdzie opisane są kulisy całej historii jego pojawienia się.
A żeby cos powiedzieć pokrótce- dawno temu pewien człowiek o demonicznej naturze spełnil wiele pokut, które zadowoliły półbogów. Kiedy dewom ofiaruje sie odpowiedne modlitwy i rytuały sa oni zobowiazani do spelnienia zyczen tej osoby. Życzeniem Hiranyakasipu, bo tak brzmiało jego imię, było osiągniecie nieśmiertelności. To zyczenie nie mogło byc jednak spełnione, bo nawet żaden z pólbogow nie jest niesmiertelny, a nie mogą dac innym tego czego sami nie mają. Żeby jakos obejść ten kłopot Hiranyakasipu zazyczył sobie, zeby nie mógł go zabic żaden półbóg, czlowiek, ani zwierzę, zeby nie mógł umrzeć z choroby czy starosci, zeby smierć nie spotkała go na ziemi, w powietrzu ani w wodzie i żeby nikt nie mógł go zabic ani w dzien ani w nocy ani zadna bronią, ani w budynku ani na zewnatrz. I otrzymal zapewnienie, ze tak sie stanie...
Pewny swej bezkarnosci pustoszył Ziemię i przesladowal swiete osoby. Sęk w tym, ze... w jego domu pojawiła się święta osoba- jego 5-coiletni synek był wielbicielem Kryszny i intonował swięte imiona. Hiranyakasipu karał syna raz za razem, ale nic nie pomagało. zatem postanowił go zabic- kazał matce podać dziecku truciznę- jednak chłopiec przed spozyciem jedzenia ofiarował je Krysznie i jedzenie zamieniło się w nektar. I było jeszcze pare innych "miłych" prób ze strony tatusia, żeby synka zgładzic, wszystkie daremne.
w koncu ktoregoś razu rozwścieczony Hiranyakasipu postanowil uciąc dziecku głowe, ale zanim to zrobił zaczął się wyśmiewać: "i co gdzie jest ten twój Bog, mówidsz ze jest wszedzie, to moze jest nawet w tej kolumnie?" zapytał pokazujac na filar w swoim pałacu. a dziecko odpowiedziało, że tak, widzi tam swojego Pana. Rozeżlony Hiranyakasipu zamierzył się... i oto z filaru wyłonila sie istota, która nie była ani czlowiekiem ani zwierzęciem lecz połaczeniem lwa i człowieka. Walka trwała jakis czas i w koncu ów cudowny lew złapał Hiranyakasipu, usiadl na progu domu, połozyl na swoich kolanach i rozszarpał go tak, jak to robia lwy- pazurami. A było to dokładnie o zmierzchu, gdy dzien styka się z nocą. Zatem ani w budynku ani na zewnatrz, ani na ziemi ani w powietrzu, nie żadna bronią... nie ma amnestii od smierci dla nikogo cdn
|